Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zatoka ta, leżąca w samem sercu wód polarnych Ameryki...“
Profesor Wager dźwignął się z fotela, by zajrzeć do atlasu. Pierwsze wyprawy polarne były teraz jego ulubioną lekturą, czerpał ją ze stylowej empirowej szafki, nigdy nie otwieranej, która służyła jeno jako podstawa dla bronzowego popiersia Humboldta, a zarówno szafka jak i książki pozostały po dziadku Wagerze, słynnym przed laty przyrodniku, geografie, profesorze wszechnicy lipskiej. Ale atlas leżał na biurku tuż nad prawą boczną szufladą, gdzie...
Z westchnieniem, podobnem do jęku, zasłonił twarz obu dłońmi. Stał długo bez ruchu w nagłem strapieniu, które spadło nań w ciszy spokoju i zapomnienia o tem, co jest. Opierał się jeszcze, choć już wiedział, że znajduje się we władzy złej godziny...

„...Wczoraj udało mi się szczęśliwie wymówić od odkomenderowania do szkoły oficerskiej. Prosiłem o odroczenie tego zaszczytu i dowódca bataljonu z trudem zgodził się skreślić mnie z listy kandydatów. Wśród moich kolegów podoficerów uchodzę za obłąkanego, a niektórzy z nich dochodzą również nieomal do obłędu, roztrząsając tę niesłychaną decyzję. Jakto? Zrzec się samochcąc kolosalnego przywileju, poborów, wygód, władzy? Pozostać w bydlęcym bycie żołnierskim, kiedy się mogło być panem? Wyrzec się conajmniej sześciu miesięcy