Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mym nieoficjalnym drabom, trzymanym narazie w rezerwie, w oczekiwaniu groźniejszych strajków i zaburzeń, ale i tu stawał na przeszkodzie honor i cześć niemieckiego generała. Nie godziło się tego czynić dla osobistej zemsty, byłoby oczywiście inaczej, gdyby ów potępieniec dopuścił się czegoś politycznie karygodnego. Wówczas, owszem, byłoby to najkrótszą procedurą pozbycia się „uciążliwego cudzoziemca“, a zabójstwo poszłoby na karb nierozwagi młodego człowieka, który nieświadom stosunków, zapuszcza się po nocy w okolice, gdzie roi się od huliganów, rabusiów, dezerterów i innych mętów stołecznych.
Raporty go nie zadowalniały. Zwrócił uwagę zaufanemu kapitanowi Gutznerowi, że dziwi go brak wszelkich informacyj o wstępnej propagandzie ze strony inwigilowanego osobnika, który chyba nie dla estetycznych wzruszeń ani też dla dobrego powietrza nawiedza „wraz ze swoją damą“ dzielnice robotnicze i pobliża koszar, uczęszcza do obskurnych szynków i kawiarni, gdzie przynajmniej do wieczornego apelu przesiaduje mnóstwo żołnierzy.
— Proszę dać na ten odcinek inteligentniejszych agentów. Opinja jest zaniepokojona, bolszewiccy podżegacze grasują u nas zbyt bezkarnie — pan czytał wczorajsze wieczorne gazety? Hrabia Mirbach donosi z Moskwy...
Generał był zbyt uczciwym przedstawicielem władzy, by wszcząć represje bez dowodów nawet wobec jawnego wroga cesarstwa i ładu społecz-