Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/172

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w pewnym stopniu gorzkie poczucie poniżenia i wstydu.
Ale teraz przybyło nowe udręczenie, męka zazdrości. Już nie mętne podejrzenia, zgadywane, rozproszone na szereg osobistości, ale niezbita pewność. To już było za mocne. Generał zżerał się w bezsilnej wściekłości, która w momentach, gdy nasuwały mu się pewne obrazy w całej plastyce ich realizmu, dochodziła do ataków furji. Wówczas drżeli przed nim podkomendni, interesanci. Nieposzlakowany i zrównoważony z angielska (pomimo Gott strafe England) dżentelmen w pewnych chwilach zapominał się w klubie, w towarzystwie, przy paniach. Mówiono — nasz generał jest przepracowany — co się najzupełniej mijało z rzeczywistością, gdyż w tych czasach właśnie nic nie robił, zapuścił sprawy swego groźnego resortu, dając folgę i odetchnienie wewnętrznym i zewnętrznym wrogom Niemiec. Czytał tylko pilnie z bolesną chciwością codzienne raporty o zakochanej parze, której żaden krok na mieście nie uchodził uwadze jego agentów. Tym razem ze wstydu przed własnymi szpiclami w instrukcji wymieniony był jako przedmiot inwigilacji tylko „członek legacji bolszewickiej Uchmatow“, zresztą śledzono wszystkich przywiezionych przez towarzysza Joffego i jego samego, ale młodzieńczy kniaź był pod lepszą opieką niż sam szef delegacji.
Dla Evy oprócz miłosnej nienawiści czuł pogardę, poprostu wstydził się za nią. Jakto? Kompromitować się na cały Berlin z gołowąsym szczeniakiem?