Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i wpadły w czyje ręce. Jeżeli one cię nie poruszyły...
— Niema listów. Dla mnie nigdy ich nie było — paliłem każdy natychmiast jak tylko przyszedł, żadnego nie otworzyłem.
— Słuchaj, von Senden!
— Co, Greto?
— Jesteś podły!
Na zakręcie alei ukazał się pan przysadzisty, krępy, w jasnem wiosennem palcie, w kapeluszu na bakier, pośpieszał, kiwając się na obie strony. Zatrzymał się i zdaleka uczynił znak. Greta zerwała się z ławki i odeszła bez słowa, bez spojrzenia.


Generał von Sittenfeld nie odrazu pożegnał wszelką nadzieję. Pomimo jawnej zdrady, utraciwszy wiarę w rzekomą wzajemność Evy, nie wyrzekł się jej bynajmniej. Mniejsza o jej serce... Jednak ciężko przebolał ten cios, gdyż pomimo tysiąca przelotnych wątpliwości gdy znalazł się w obliczu Evy ufał jej zapewnieniom, jej serdeczności, spojrzeniom, westchnieniom i gestom oraz momentom jej rozkosznego półzapomnienia i ćwierćoddania, któremi ogłupiała go po mistrzowsku. Któżby nie uwierzył na jego miejscu? Czyż jest na świecie mężczyzna, któregoby nie oszukała Eva Evard, wyrafinowana aktorka, gdy puści w ruch swoje uroki i sztuki? Tem usprawiedliwiał się przed samym sobą i łagodził