Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XI

W ustronnej, bezludnej części Thiergartenu pani Greta von Senden błąkała się między stawami, czekając oddawna na umówioną schadzkę z inspektorem policji politycznej, któremu miała wręczyć raport. Nie nadchodził. Z początku się nudziła, potem irytowała się, gdyż pan inspektor za tym razem obiecał jej przynieść „bardzo przyjemną kopertę“, jak to obwieścił był wczoraj poufnie agent łącznikowy, wyznaczając jej spotkanie w parku. Pomimo dwuch pensyi, z których jedna niemiecka opędzała życie i koszta podróży, a francuska, pięciokrotnie wyższa, rozchodziła się również, w końcu miesiąca była bez grosza przy duszy, a „bardzo przyjemna koperta“, która się tak fatalnie opóźnia, zawiera pierwszą nagrodę, jaką ma nareszcie otrzymać za swoją wierną służbę. Ile to wyniesie? Greta była przekonaną, że odkupiła już sowicie dawne błędy i zbrodnie przeciwko ojczyźnie i zasłużyła nie tylko na przebaczenie i zapomnienie win, ale i na sutą gratyfikację. Zgadywała — tysiąc marek? Nie, tyle nie dadzą. Pięćset?
Była niewyspana i zła. Znowu od trzech dni nie miała „białego proszku“, bez którego nie mogła