Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


w armji, o rewolucjach. Po tamtej stronie czyniono to samo, ale i tu i tam zawodziły już stare sposoby, albowiem wypełniły się czasy i przebrała się miara cierpienia i cierpliwości. Wszystko trwało jeszcze w poddaniu i w posłuszeństwie, ale w głębi już buntowały się dusze.
Strach przed jutrem przenikał przez szczelnie zawarte i strzeżone drzwi wspaniałych gmachów i wciskał się do tajemnych gabinetów, gdzie panowali władcy narodów, monarchowie, rządy, naczelni wodzowie. Nie było wyżyny, którejby nie dosięgnął.
Tuż przed końcem nadchodziła godzina porachunku i czekał straszny sąd. I tam na szczytach czaiła się panika, a gdy rozszaleje się i pewnego dnia wybuchnie, któż będzie rządzić wojną? Kto ją doprowadzi do końca? Kto utrzyma na wodzy wzburzone masy, kto zatrzyma żołnierza w okopach? Widmo Rosji, płonącej straszliwym pożarem, nękało wyobraźnię, rzucało popłoch. Purpurowa łuna dalekiej rewolucji świeciła w oczy władcom Europy i zatruwała ich noce. Uginali się ludzie mocni pod ciężarem władzy, siwieli, starzeli się, jakgdyby te dnie liczyły się za lata, znikali z powierzchni coraz to inni mężowie stanu, zdmuchnięci przez mroźny pęd wiejący od strasznego jutra. Na ich miejsce, przez intrygę, przez protekcję, przez przypadek stawali nowi ludzie, mądrzy lub niemądrzy, mocni lub słabi, wreszcie żadni i porali się z chaosem, niebaczni na to, że oni, ludzie końca będą sądzeni suro-