Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Ależ tak! I to nie raz, może nawet dużo więcej niż sto razy, ktoby zliczył... Z początku, przyznam, było mi trudno, przeszkadzały nerwy, różne przesądy... Ale postanowiłem się przezwyciężyć. Teraz egzekucje nie sprawiają na mnie wrażenia, strzelam we łby, jak automat.
— Ależ pan jest wstrętny! Pan się lubuje we krwi, w morderstwach, jak sadysta!
— Co do tego, myli się pani, nie sprawia mi to żadnej przyjemności.
— Ale się w panu dusza nie wzdryga na te rzeczy i to jest okropne!
— Dusza... Pani jeszcze wierzy w tak zwaną duszę — w tę iskrę boskości w człowieku, nieomylną i nieśmiertelną? We mnie jedyna dusza to moja rewolucyjna świadomość. Od zeszłorocznej rewolucji październikowej powstała nowa proletarjacka etyka...
— Nienawidzę pańskiej etyki i mam już dość tych moskiewskich okropności. Proszę sobie iść, żegnam... Brzydzę się panem.
W końcu kwietnia generał von Sittenfeld czytał następujący raport:
— Wydział służbowy N. 6, sekcji C., agentura B. B., agent raportujący odpowiedzialny H.I.M. 139.
— Za ubiegły tydzień 20 — 27 kwietnia ustalono: Eva Evard przyjmuje codziennie odwiedziny członka legacji sowieckiej, księcia Sergieja Uchmatowa, młodego człowieka wysokiego wzrostu, uro-