Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzika Rosja? Wszędzie było jej dobrze i jednakowo. Niemcy nie odpychały jej niczem, raczęj przeciwnie, teraz zaciekawiały swoją potęgą i twardą wytrzymałością w walce przeciwko całemu światu. Eva nikogo nie zwalczała i nikomu nie sprzyjała, nie chciała nikomu pomagać ani szkodzić, poprostu chciało jej się wystąpić na scenie, wziąć udział w wielkiem przedstawieniu.
Zaczęła jeszcze w Paryżu. Podjęła się pewnej misji w Szwajcarji, załatwiła ważne dla Francji drobiazgi w Genewie, ale już w Bernie z powodu spraw paszportowych zetknęła się z ambasadą niemiecką. Sam ambasador zainteresował się jej podróżą i przyjmował ją z wielkiemi honorami. Nie ukrywała przed nim tego, co wiedziała o kłopotach i zamiarach koalicji, podawała źródła informacyj. Usłyszawszy poczet wielkich imion, rzucanych odniechcenia, jak się mówi o dobrych przyjaciołach, ambasador był zachwycony, niemal zakochany. Rozmawiali ze sobą parokrotnie po kilka godzin. Eva w poczuciu swej swobody osobistej i formalnej neutralności — przez przelotne małżeństwo została obywatelką norweską — nie widziała w tych konferencjach nic niestosownego. Wydało jej się zabawne przestawanie poufne z oficjalnym przedstawicielem strasznych Hunnów, no i bardzo interesujące. Ale zaplątała się nieco w obcych stosunkach i zapewne dała się do pewnego stopnia wyzyskać. Ambasada berneńska torowała jej drogi i w, Berlinie przyjmowano ją po królewsku.