Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


strzały zorzy polarnej i grały, przesuwając się po niebie. Dwa razy w tygodniu przelatywały przez Maple Creek dalekobieżne expresy, goniąc na wschód goniąc na zachód, od oceanu do oceanu. Mała Eva, sierota bez matki, córka drwala, który bywał gościem w domu, koczując w dalekiej puszczy na pograniczu aż za górami Cypress-Hills, marzyła o rojnym, bujnym, ciekawym i strasznym innym świecie między obu oceanami i dalej za Atlantykiem, za Pacyfikiem. Wiedziała niezłomnie i z tem wzrastała, że nastąpi dzień, gdy i ją porwie express Canadian-Pacific i poniesie w bezbrzeżną dal świata ku dziwnym przygodom i losom, aby i ona przeżyła i poznała wszystko, o czem się czyta w gazetach, w powieściach i co się roi w snach.
Teraz, po latach umiała zapanować nad nieodgadnionym chaosem życia i mądrze, przemyślnie żeglowała po jego falującem przestworzu. Nie miała i nie uznawała żadnego celu. Osiągnęła wielką karjerę, wcale o to nie zabiegając, tak samo jak przyniosła na świat swoją wielką urodę — snać tak jej było przeznaczone. Wszystko w jej dziejach samo się stawało, jakgdyby ktoś tajemny opiekował się nią i prowadził ją z ukrycia. Miewała zachcianki, dążenia przelotne, wyjątkowe zaciekawienia, wybuchy namiętności, ale nadewszystko ukochała wolność i spokój, gdyż one jej dawały władzę nad życiem i możność wydobycia zeń wszelkiej rozkoszy istnienia.
Dopiero wojna wstrząsnęła nią i wciągnęła ją