Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bosych nóg Mimi, która szalała w jakimś wyuzdanym, murzyńskim tańcu. Obejrzał się na nią parokrotnie, wreszcie zepchnął ją z podjum i zajął jej miejsce. Burza oklasków.
—...Spodziewałem się tu znaleźć ludzi sztuki i rewolucjonistów z wielką ideą, a widzę tylko pijaków i rozwydrzone pannice... Tańcuj, burżuazyjna hołoto, dopóki nie runie na Berlin czerwona armja ’ proletarjacka, która lada dzień ruszy z frontu... Śmiej się, panie pruski oficerze, dopóki nosisz jeszcze na ramionach cesarskie epolety; niedługo czekać, zedrze ci je ręka własnego żołnierza, a ciebie razem z twoim monoklem postawią pod murem... A wy, żołnierze? Czyż nie dosyć...
— Dosyć! Dosyć! Złaź pan!
— Nie nudź nas, głupi bolszewiku!
— Napij się.
—...Policzone są dni wojny, zbuntują się Francuzi, Anglicy...
— Na to zgoda! Brawo mówca!
— Idź naprzód z nimi pogadać, a potem do nas z kazaniem!
—...Powiedział Lenin...
— Jadąc przez Niemcy w zapieczętowanym wagonie!...
— Ładny numer ten wasz Lenin...
—...Jesteście za głupi, żeby go zrozumieć. Waszego wielkiego Liebknechta dręczycie w wojskowem więzieniu...