Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zdaje się, że nie, widać krępuje się jeszcze na pierwszy raz.
Młody bolszewik pił dużo, ale nie był pijany. Jednak już urwał Porcupinie banana z opaski na biodrach i zjadł go z całym spokojem. Od nagabujących go pań opędzał się ze śmiesznym uporem i robił wrażenie jakiejś pierwotnej dziewczyny, broniącej się od mężczyzn. Gdy go obstąpiły kołem, wydzierał się siłą, rozpychając je naprawo i nalewu, aż się przewracały.
— Jak się pan zachowujesz?
— Tu Europa!
— Przecież to są panie!
— U nas tak się zachowywały tylko prostytutki, a i to za cara. Teraz w rewolucyjnej Rosji niema tego świństwa. Ładne te wasze niemieckie burżuazyjne panie, niema co...
— Dziki człowieku, to jest taka towarzyska zabawa, nazywa się flirt.
— Pluję na wasz flirt!
— Pluj sam na siebie!
— Wolę na ciebie!
Bolszewik odszczekiwał się na wszystkie strony, budząc powszechną wesołość zapalczywą obroną swej cnoty i śmieszną, choć dość żwawą niemczyzną. Wreszcie wciągnięto go w dyskusję i prowokowano zjadliwie. Ani się spostrzegł, gdy zaczął wygłaszać przemówienie agitacyjne, jak na mityngu, jego świeży, młody głos zapanował nad wrzawą rozmów, nad muzyką i bębnieniem na estradzie