Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


gi, przeszkadzając tamtemu, rozsnuwał przed nią pomysł niesłychanego eksperymentalnego filmu i bezczelnie domagał się od niej poparcia finansowego oraz protekcji w „Mundus — Filmie“. Nudził ją i jeden i drugi. Ścigała wzrokiem młodzieniaszka z bujną i rozwichrzoną czarną czupryną, który przemykał się koło niej, patrząc na nią zpodełba i znikał w tłumie.
— Co za dzika twarz? Kto jest ten piękny barbarzyńca?
— Najnowsza osobliwość, wczoraj przyjęty do „Kassiopei“ na externa tytułem próby, podobno pisuje wiersze. To Moskal z bolszewickiej delegacji dyplomatycznej, która na mocy układu pokojowego w Brześciu Litewskim przybyła do nas reprezentować nową Rosję.
— Oraz buntować nam robotników i żołnierzy — dorzucił oficer — ten typ zdaleka cuchnie krwią. Poco go było wpuszczać?
— Jest dopuszczony jako curiosum. A jak zacznie nas propagować, wyrzuci się go za drzwi.
— Zwyrodniały smarkacz, był na praktyce u Dzierżyńskiego w Cze-Ka, podobno hrabicz ze starego, bogatego rodu.
— To ciekawe! Nie spotkałam jeszcze w życiu ani jednego bolszewika.
— Można go zawołać?... Jeżeli pani każe?
— Daj spokój, to cham.
— Owszem, proszę go sprowadzić, jeżeli nie zanadto pijany.