Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— An der Somme, an der Somme...
— Cicho, Michel, tu są damy!... Zaśpiewasz sobie na froncie!...
— Proszę o ciszę! Zaczynaj, Kuno — jazda!
— Cicho tam!
— Achtung!!
— Czy państwo są kołem artystyczno-literackiem, czy bandą?!
— Królestwo za kawałek chleba! Same sardynki i sardynki! Obrzydliwość...
— Niema chleba, zagryź koniakiem, Emmchen...
— Panie i panowie...
— Mesdames! Messieurs...
— Ladies and Gentlemen...
— Gott strafe England!
— Panie i panowie! A wy stulcie pyski, kiedy przemawia oficer!
— Rozkaz, panie podporuczniku, ale na jutro rano — dziś wolność! Równość! Braterstwo!
— Precz z szarżami! Niech żyją rady żołnierskie!
— Kiedyś oficer, to bierz komendę!
— Emma, lej mu do pełna... Panowie oficerowie, podoficerowie i żołnierze! Panie poetki, malarki, rzeźbiarki, pianistki i aspirant-artystki! Czarne, rude, farbowane... I wy, podli cywile-dekownicy! I ty, nasz gościu honorowy, znakomita cudzoziemko z Europy, gwiazdo gwiazd, i ty, młodzieńczy bolszewiku, przybyły ze stepów Azji, zbroczony krwią