Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


—...A dalej bohater z pod Plessier, z pod Mareuil, z pod Brèches...
— Hola! Nie pozwalam robić kawałów ze świętych pobojowisk, gdzie legło tysiące naszych bohaterów! Pijana tłuszcza!
— Też jesteś urżnięta i milcz, mała Lischen, albowiem to ja tam byłem i jutro wracam, a nie ty, czarna małpko, zaś nasz kochany Kuno, bohater z pod La Fère, z pod Tergnier, z pod Chauny, z pod Abbécourt... Resztę wam daruję! Zaś Kuno, jak to powiedziałem, przepraszając zgromadzonych kolegów i przyjaciół za to, że nie dotarł do samego Paryża, ani do morza, wygłosi, jako pokutę za to dla siebie...
— I dla nas!
— Słuchać!
— Ciszej tam!
—...Wypowie swój najnowszy utwór na cześć naszego Koła pod tytułem „Oda do Kassiopei“, a to przy akompanjamencie oryginalnego „banjo“, zdobytego na czarnym Francuzie pod Mericourt nad rzeką Sommą...
— Blaga! Pod Mericourt stali Anglicy!
— Stali, póki nie zwiali. Na pomoc przyszły francuskie rezerwy Pétain’a, a w pierwszej linji czarni z nożami, któremi naszym rannym obcinali uszy...
— Słowo honoru, to „banjo“ jest autentyczne, sam je prałem ze krwi murzyńskiej w nurtach Somme’y!