Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


na drugą stronę mostu i zmierzał wprost ku temu miejscu. Nie zawahał się, nawet mu to nie przyszło do głowy — tak każe prawo frontu. Poprostu pchnie ją między te deski. Pozbędzie się jej, zarazem ukarze ją za podłe znieważenie Rity. Jeszcze dziesięć kroków — obejrzał się — dookoła nie było żywej duszy...
Wydało mu się, że wyszedł na nocny patrol... Cóż, że nie ma hełmu na głowie ani granatów za pasem, a ona jest kobietą? Jest wrogiem i zaraz zginie.
Na swoje szczęście, na chwilę przed wyłomem w balustradzie Greta w swoim lekkim tonie oznajmiła mu, że przybywa z Berlina na rozkaz R.I.8 od samego szefa z ważnemi zleceniami. I ona służy Francji — dlaczego? Tak jej się spodobało, a zresztą za to płacą wspaniale. Bawi ją i śmieszy, że zdradza własną ojczyznę, szpiegostwo, to wspaniały sport, ryzykowny, śmiertelny, rozkosznie drażniący nerwy.
Otóż pan szef jest mocno niezadowolony z dr. Ossiana Helma. Doktór Helm nie wypełnił poleceń i od sześciu tygodni nie daje znaku życia. Przybyła umyślnie, żeby zbadać, czy się nie wsypał, lub czy zgoła nie umarł, a dalej ma dla niego bardzo ważne zadania...
Tak minęli wyłom w balustradzie i poszli dalej...