Strona:Żółty krzyż - T.II - Bogowie Germanji (Andrzej Strug).djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uporczywie paplała po francusku. Claude szybko zbierał myśli, by dociec, skąd ona o nim wie? Czy wie naprawdę, czy tylko przypuszcza i prowokuje? Czego od niego chce? Oczywiście agentka z kontrwywiadu.
Słuchał, zważając na każde słowo, ale Greta mówiła o niczem, o pogodzie, o głupstwach. Pilnował się, żeby się z czemś nie wyrwać i nie zdradzić. Naprzeciwko szli ludzie i Greta natychmiast przerzuciła się na język niemiecki.
— Ramię panu drży, czy to z zimna? Jeżeli nie z zimna, to proszę się nie denerwować, nie spotka pana ode mnie nic złego.
Ludzie przeszli.
— Comment va vôtre baronne? Czy i u was we Francji wdowy po bohaterach pocieszają się tak szybko? Rita jest prześliczna avec sa pureté virginale et ses façons mistiques... Gdybyż ona wiedziała kto pan jest! Ha — ha! Fantastyczne rzeczy... Niech się pan nie obawia, nie zdradzę pana, bo nic jestem zazdrosna, niech wam się dobrze dzieje...
Rozpytywała bezwstydnie o cielesne zalety Rity, o jego wrażenia erotyczne. Zasiskał zęby z wściekłości, ale musiał wytrwać — nie rozumiał po francusku.
W połowie mostu kawał balustrady był wyłamany i prowizorycznie założony luźnemi zrzynkami desek, niedawno samochód ciężarowy najechał tu i o mało nie spadł do wody. Claude w niespodzianem natchnieniu przeprowadził Gretę przez jezdnię