Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sto do fabryk chemicznych. W pół godziny załatwił sprawę, został przyjęty na drugiego pomocnika przy motorach, a na drugi dzień przed południem już po całej hali motorów ludzie zagadali...

Ciała nie wyłowiono, poszły telefony wdół rzeki, ale mijał dzień za dniem i znikąd nie sygnalizowano, by woda wyniosła gdzieś zwłoki Rity baronowej von Tebben Gerth. Poszły, unoszone z prądem, wleczone po dnie, przystając na zamulonych pniach, zapadając w głębokie jamy, skąd wyważały je, burząc wodę aż do samego dna, potężne śruby holowników, ciągnących barki z węglem i rudą. Kryły się po zacisznych zatokach, pod prawym brzegiem, pod lewym brzegiem i ruszały dalej, kołując na wirach, porywane przez wartkie prądy śródmiejskie obmurowanych, zwężonych koryt, przebywały szybko, tajemnie miasto za miastem — Moguncję, Koblencję, Kolonję, Düsseldorf, Wesel...
Ren niósł ją, jak tego pragnęła, ku dalekiemu morzu, ku bezgranicznemu cmentarzysku, jednemu i wspólnemu dla wszystkich, pochłoniętych przez fale... W ostatniej swej wędrówce dążyła tam, gdzie zginął był za ojczyznę niemiecką i spoczywa na wieki Fell, jej mąż, którego żywej, bolącej pamięci nie zdołała w sobie zamordować nawet za cenę zbrodni wiarołomstwa.
Claude chodził nadal doglądać starego profesora, który, jak twierdził doktór Schichau, wbrew