Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Zmieniły mnie okulary, ale jestem tym samym kapitanem Mousson, dezerterem i alkoholikiem, a raczej siedzi obok pana były kapitan Mousson i były dezerter, a nawet były Francuz — z genewskich czasów pozostał we mnie tylko alkoholik, reszta jest odmieniona...
Claude na chwilę utonął w zamęcie, ogarnęła go niepewność, coś fantastycznie nierealnego jak bywa we śnie. Coś usiłowało ocknąć się w jego pamięci. Zakołace jak z poza zamkniętych drzwi i ucichnie.
Wnet oprzytomniał, poczuł niebezpieczeństwo, pilnował się, żeby na samym wstępie nie popełnić fatalnego błędu. Tajemniczego Francuza należało przywołać do porządku i to natychmiast, bez żadnej zwłoki.
— Co pan tu robi? — powtórzył groźnie. — Jak pan się tu dostał? Oficer francuski w Mannheimie, w głębi Niemiec? Podczas wojny?! Co to znaczy?
Osobnik prychnął śmiechem, chrząkał, krztusił się — było to wstrętne i nadzwyczaj podejrzane. Wreszcie przemówił i Claude odetchnął z ulgą, nie był to ani wysłaniec Abbegglena, ani prowokator. Francuski dezerter z Genewy był Niemcem.
— Od dziecka, panie doktorze, miałem zamiłowanie do mistyfikacji i zamłodu tępiono to we mnie, ale nie wytępiono, co mi się nawet przydało. Do Genewy byłem odkomenderowany w celach dyplomatycznych, to jest wywiadowczych, między innemi obserwowałem panią Evę Evard, która zapragnęła