Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kosz, która czarowała opętaniem jak niepojęta ciemna otchłań.
Claude dał spokój planom na przyszłość i nie pytał co będzie z nimi obojgiem. Cokolwiek się zdarzy, nikt mu nie odbierze tajemnicy szczęścia i upojenia, które dawała każda chwila spędzona obok Rity.
Ich samotne godziny były pełne lęku, zewsząd czyhały zasadzki i pokusy. Groźną dla ich tajemnicy stawała się muzyka Rity, szczególnem niebezpieczeństwem tchnęły fragmenty z symfonji Beethovena, gdyż ich mądrość przyzwalała na wszystko. Szczególnie ciężkie dla wytrwania w ślubach milczenia były nokturny Szopena, wabiące swoją podstępną pogodą i słodyczą, gdyż, łudząc i jakby kojąc, pchały ku szaleństwu.

Rita, wyczerpana bezsennem czuwaniem przy łożu ojca, wtuliła się w róg kanapy i z ramionami zarzuconemi za głowę, z zamkniętemi oczami spoczywała bez ruchu. Zdawała się spać, zdawało się, że czuwa i że na coś oczekuje. Cisza w całym domu, rzeźwość nocy łagodnemi falami napływa przez otwarte okna, pokój pełen szmerów i ciężkiej dusznej słodyczy lip, które zakwitły właśnie na wybrzeżu. Claude siedział tuż zboku na niskim taburecie i, gdyby śmiał, dość mu było sięgnąć, by położyć dłoń na fałdach czarnej jedwabnej powłóczystej sukni. Pogrążał się w zdumieniu, zapatrzony, jakby nie znał do głębi cudowności jej rysów, jakby po