Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Była pod wrażeniem niespodzianki w lesie. Toż tu jeszcze dzieci! Wynędzniałe to a takie wesołe... Dopiero dwa miesiące jak są żołnierzami... Po raz pierwszy byli w ogniu i odrazu dostali się do niewoli, wszyscy są z jednej kompanji i wszyscy pochodzą z miasta Tarbes... Jeden, zupełnie malutki, powiedział jej komplement, powiedział, że teraz dopiero wie poco go wzięli w niewolę — niby poto, żeby zobaczyć taką najpiękniejszą niemiecką pannę... I każą im kopać w błocie, bardzo ciężka robota... Dlaczego biorą do wojska niedorosłych chłopców? Czyż z Francuzami już tak kiepsko?
— U was w Niemczech tak samo wybierają już rocznik 1919, zupełnie tak samo!
— U was?
— U nas, u nas!...
Rita stanęła pośrodku drogi i roześmiana, promieniejąca zaśpiewała marsyljankę, już w połowie pierwszej zwrotki przyłączył się z poza ściany zieleni zgodny chór świeżych głosów. Pośpiewali przez chwilę i Rita ruszyła naprzód.
— Bardzo mili chłopcy, ale idziemy dalej!
— Vive la belle inconnue! — Vive la plus belle dcmoiselie boche! — wydzierały się cienkie głosy.
Still! Schweigen Sie doch! An die Spaten! Ihr Donnerskerle! — zagrzmiał ochrypły bas.
— Słyszy pan?
— Słyszę...
Owładnęła nim warjacka pokusa wyznać jej natychmiast całą prawdę o sobie. Utraci ją nazawsze,