Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


właściwie nic nowego w dziedzinie postępu zabójczości gazów. Dobrze im tak, mają, czego chcieli...
Z wielką ulgą położył się spać, zasnął odrazu i natychmiast znalazł się w okopie pod fermą Routoire, po szyję przywalony ziemią. Męczył się i ciężko stękał, leżąc twarzą w twarz z dawnym swoim Niemcem, który pod wieczór drugiego dnia już konał. Był zmieniony, napuchły i obrzękły, już prawie nie oddychał i zrzadka podnosił powieki, patrząc mu w oczy ciężkiem wejrzeniem, w którem wyczerpywała się uchodząca już resztka życia. Claude wyraźnie i nieomylnie czytał ostatnie myśli tego człowieka, wiedział kim jest, poznał cały jego żywot od kolebki aż do tej chwili. Zdziwiło go, że łatwo przenikał tajemnicę obcego istnienia, zapewne tak bywa zawsze, gdy się umiera... Niemiec też zna o tej porze jego dawne losy i jego ostatnie myśli — oto co mówią jego oczy.
— Zaraz stąd odejdziemy, mniejsza o nasze męczarnie i o te połamane gnaty, które po nas zostaną. Tam pogadamy swobodnie, tam niema wojny.
— O czem chcesz mówić?
— O tem coby z nami było, gdyby nas odkopali, ja wszystko wiem.
— I ja wiem.
— Widzisz, że lepiej nam rzucić podłą ziemię, niech zostaje kto chce, ja za żadną cenę...
— A wiesz poco się człowiek rodzi? Poco trwa świat?
— Jeszcze nie, niedługo się dowiem.