Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/392

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


niem, grzebnął nogą. Pośrodku trupów i konających dopalały się dwa znicze ciemno-czerwonego pełgającego przy ziemi ognia i słały się ciężkie dymy.
Czołg piął się wgórę, pozgrzytywał żelazem i jęczał ludzkiemi głosami. Ktoś, zmożony niewypowiedzianą męką, ostatni żyjących, ostatnim żywym tchem zionął swoją przez nikogo, niesłuchaną skargą. Konał bohaterską śmiercią na polu chwały, miotał się palony ogniem w ciasnocie zatrzaśniętej komory, tłukąc oszalałą głową o pancerne płyty.
Rozumna machina, stworzona przez geniusz wojny, sama zgadywała swoja drogę, zasypując ludzi, których kruche są ciała i znikomy żywot. Claude patrzał szklanemi, nieruchomemi, obojętnemi oczami, jak żelazny stwór ominął go i szczędził, zboczył i odszedł naskos wżerać się w drugą linję pozycji. Ale po drodze potrącił o wielki głaz, sterczący z ziemi. Zazgrzytał, trysnął iskrami, wdrapał się na głaz, przechylił się groźnie nabok, oko się i nawrócił ku miejscu, gdzie na rozwalonem przedpiersiu głównego okopu leżał żołnierz niemiecki, żywy czy umarły, do pół ciała przysypany ziemią. Jego szkliste źrenice drgnęły życiem. Usta rozwarły się do krzyku, ale nie wydały nawet jęku. Cudem ostatniego odruchu ręka dźwignęła się jeszcze i stem bezbronnego dziecka osłoniła głowę. Na czoło zlane potem, na zdręczone oczy padł chłodny cień od żelaznego ogromu, który zakrył sobą jasne słońce dnia i cały świat.