Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/377

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


grzmot. Jeżeli skrócą dystans strzału... Muszą to zrobić nie za pięć — to za dziesięć minut, nie dłużej.... Jeżeli przeniosą ogień o sto metrów i znowu o sto... I jeszcze o sto — nie ujdzie żywa dusza z tego nędznego okopu polowego... Co począć?
I jak dawniej na froncie w ciężkich przeprawach, zapomniał o wszystkiem na świecie, pracocował całą myślą, całą wolą dla jednej chwili, dla jedynego celu. Okop skręcił w prawo, potem w lewo i zaczął wznosić się pod górę, wnet pod kątem szeroko rozwartym poszedł ukośnie w stronę nieprzyjaciela. Od tej strony dał się słyszeć trzeci zkolei czołg, szedł tuż, pracował ciężko, przedzierając się przez młody las, łamał i druzgotał drzewa, za chwilę wyjdzie z gęstwiny... Claude biegł pod górę, okop wchodził na polankę na łysym kamienistym grzbiecie płaskowzgórza. Tu na wyżynie już nic było mgły.
Jak okiem sięgnął wdole na prawo i na lewo, wysoko ponad mgły wytryskały rojami czarne strzeliste dymy, szybko gasnące łyskania wybuchów biegały wszędzie, szerokie wyrzuty ziemi, kamieni pryskały wciąż, obcięte gałęzie, płonące garście zboża fruwały w powietrzu, aż pod niebo szalały wirujące chmury liści.
Pociski sprawnie rozpraszały mgłę, jej smugi, poskręcane fantastycznie, w popłochu odrywały się od ziemi. Zmieszane z dymem, czarno-bure wciąż uporczywie pisały na niebie dziwne rozwichrzone