Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/363

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


sięciu szeregowych niczego nie żądał, ale śmiał „pytać posłusznie“, co będzie, jak Francuzi otworzą ogień artyleryjski pociskami z gazem „żółtokrzyżowym“... Bo wszyscy gadają, że właśnie w tych dniach Francuzi i zarówno Anglicy dostali na front pierwsze transporty. Straszliwy gaz, który do końca wojny miał być postrachem i klęską nieprzyjaciela, obracał się przeciw Niemcom. Teraz brała odwet uporczywa propaganda, wynosząca pod niebo okropne skutki Żółtego Krzyża, kłamiąca w dziesięciokroć straty nieprzyjaciela, lubująca się w opisach nieuleczalnych zatruć, oślepnięć, ran oraz oparzeń, przenikających prez płaszcze i kożuchy, nawet przez podeszwy butów. Gdzież są izolacyjne ubrania, gumowe rękawice, trepy o drewnianych podeszwach? Nieprzyjaciel był bezsilny wobec klęski, gdyż pomimo swych nieograniczonych środków w ciągu całego roku nie mógł się zdobyć na zaopatrzenie żołnierzy w te niezbędne rzeczy, ale Niemcy nie posiadali ich również...
Komendanci kompanij po ojcowsku wyśmiali strwożonych żołnierzy, dobrodusznie, jowialnie i rubasznie zapewnili ich, że odkrycie tajemnicy i naśladowanie „naszego wiernego i poczciwego“ Żółtego Krzyża jest niepodobieństwem. Gdyby to było w ludzkiej mocy, nieprzyjaciel miał chyba dość czasu, rok z górą, na zbadanie wielkiego wynalazku niemieckiego i zaopatrzenie się w znienawidzony „yperit“. No, nie?
Niepodobna było wykryć, skąd w pułku, w dy-