Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/362

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


bez hełmu biegł za innymi z butami w rękach. Owładło nim ciężkie zamroczenie. Był to jakby dalszy ciąg snu.

Po dwóch przemarszach dziennych pułk nienaciskany przez nieprzyjaciela przeprawił się bez przeszkody przez jakąś nikłą, wyschniętą rzekę i na drugim brzegu dołączył do wielkich mas, okopanych w trzech linjach wśród młodych zagajników dębowych i na polach okrytych niezżętą, poczerniałą pszenicą. Nowa pozycja była pośmiewiskiem dla żołnierzy, którzy niedawno opuścili potężne stałe umocnienia. Rowy, obficie wyścielone słomą, wydały im się wyborne do spania, a osłony z darni na słupkach, naciętych z młodych dębczaków, mogły w pewnej mierze chronić od szrapnelów, ale zato dawały cień przed spiekotą słońca i były dobre od deszczu. Claude, rozłożony z pułkiem w drugiej linji, wysypiał się za wszystkie czasy jak i większość jego kolegów z kompanji. Przespał resztę dnia, noc i cały dzień następny, dopiero wieczorem dowiedział się, co się działo w pułku i w całej dywizji.
Nie był to oczywiście bunt, rzecz niedopomyślenia w armji niemieckiej, ale w każdym razie karygodne zgłaszania się do raportu, które miały charakter masowy, albowiem w całej dywizji nie było kompanji, z której nie stanęłoby do raportu przynajmniej po trzech ludzi. Jawna zmowa, nosząca jakby znamiona paniki, gdyż żaden ze stu kilkudzie-