Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Generale, proszę skończyć z tą rolą niańki, doskonale pan wie, o czem mówię.
— Nie wiem, nie wiem, panie prezydencie, ale napewno nic się nie zmieni, pańska osoba jest dla Francji...
— W pewnym stopniu dla Francji, owszem...
— I dla naszych sojuszników, i dla zwycięstwa...
— Ale nie dla szachrajów z Palais Bourbon! Jeszcze przed dwoma tygodniami było to niedopomyślenia, bo się bali i żaden się nie wyrwał zwalić mnie i objąć władzę w niepewnej koniunkturze, ale teraz, gdy się weszło na dobre na drogę do zwycięstwa, nie zabraknie w Izbie apetytów, żeby skorzystać z wyników cudzej krwawej pracy. Do łatwego zawsze dużo amatorów, bo w dodatku te kretyny wyobrażają sobie, że dalej już będzie łatwo, więc huzia na starego Clemenceau!
— Logicznie biorąc, powinno być odwrotnie.
— Parlamentarna logika często bywa właśnie odwrotna do zdrowego sensu.
— Panie prezydencie, w najgorszym razie większość ma pan absolutnie zapewnioną!
— To mi wiadomo, ale jaka większość? Nie mogę przecież poprzestać na formalnej, Mandel mi się przysięga, że conajmniej dwie trzecie Izby będzie za mną — to byłoby jeszcze do przyjęcia... A jak nie...
Premjer zamilkł, zasępił się, krzaczaste brwi na sunęły się na oczy, zwarły się szczęki, drobne po-