Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/260

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czas śledztwa a dobił panią na sądzie. Gdyby nie ta wieczna wzgardliwa, obrażająca wyniosłość, która zdradzała się, może nawet pomimowoli, w każdem pani słowie, i w milczeniu, i w każdem spojrzeniu...
— Dobre ma pan pojęcie o poziomie moralnym tych tak zwanych sędziów...
— Są ludźmi i tyle! Nawet ten znienawidzony przez panią komisarz rządu przy sądzie wojennym nie jest wcale złym człowiekiem.
— A czemże on jest?
— Jest sługą ślepej machiny, rozstrzygającej w trybie naszej potwornej procedury wojennej, tem bardziej nie trzeba było go drażnić.
— Ślepa machina!... Potworna procedura!... I uczciwi ludzie, oficerowie godzą się służyć obmierzłemu aparatowi do mordowania niewinnych ludzi... Nie! Wśród tych dziewięciu nie było ani jednego uczciwego człowieka! Podłe sługusy! Soldateska! Nie wierzyli moim najszczerszym wyznaniom... Traktowali mnie jak ordynarną sprzedajną zbrodniarkę... Sponiewierali mnie... Nie słuchali co mówię, bo wyrok mieli zgóry napisany... Dobrze! Jestem zamordowana i na tem koniec — nie będę nikogo prosiła o łaskę!
W ciągu tych dni w najgłębszej tajności swej duszy Eva pogodziła się ze śmiercią, postrzegła, że nie chce żyć. Stało się to w nocy, gdy ocknęła się z ciężkiego, obrzydłego snu, który natychmiast uleciał w nicość, zabierając ze sobą całą swoją treść, całą pamięć o nieprzejrzanym chaosie koszmarów,