Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


powanie armij, które pójdą koncentrycznym marszem prosto na Paryż, a w końcu sierpnia wojna będzie zakończona. W wagonie już się kłócono o warunki „niemieckiego pokoju“, wymagania rosły z każdą stacją, pasażerów bardziej umiarkowanych zakrzyczano. Ludzie musieli sobie ulżyć za wszystkie czasy, za zgryzoty ustawicznego niepokoju, za swoją żałobę, za nędzę. Fenomenalna odmiana fortuny przeobraziła wszystkich, radowali się, ufali i wołali „hoch!“ sceptycy, czarnowidze, ci, którzy doniedawna nie wierzyli już żadnym komunikatom, którzy oskarżali cesarza, kanclerza i samego Ludendorffa, ci, co od dwóch lat wołali o pokój, i ci, których specjalnością stały się przygnębiające plotki oraz zabójcze anegdoty o najwyżej postawionych osobistościach. Profesor Wager ochoczo poddał się ogólnej radości, w swoich zgryzotach i w osamotnieniu zdziczał i nie wierzył już w lepszy los ani dla siebie, ani dla skołatanej ojczyzny. Ożył wśród tych rozgadanych nieznajomych ludzi, wtrącał się do ogólnej rozmowy, stawał się jak oni lekkomyślnym i naiwnym. Wreszcie zdrzemnął się słodko.
Ujrzał uroczy zakątek w górach, przeczysty potok wartko mijał zielonkawe głazy spoczywające na dnie, które pod nurtem mienią się jak olbrzymie klejnoty z baśni. Potok śpiewa przędz! wnemi głosami, układa akordy, gra, jak to potrafi jedna Rita. Brzeg barwi się w słońcu przepysznem kwieciem, tchnie zapachem rozkosznym, gorącym, daleko, szeroko ściele się łąka, pośrodku samotne drzewo — rozrośnię-