Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mie ludzie leżą pokotem jak bydło, śpią... Niema jak się z nimi dogadać... Nigdzie oficera....
— Rien à faire... Madame, wysiadać! Ale prędko! No! Ruch!
W tych paru słowach wypowiedziała się tępa, chamska brutalność, jakiej Eva jeszcze nie zaznała. Porwał ją gniew, opanowany w zimnej, zawziętej nienawiści. Jak w natchnieniu łysnęła w mózgu decyzja.
Gdy wysiadała, spostrzegła w szaleństwie radości znajome twarze swoich czterech przyjaciół, którzy już zaszli z tej strony samochodu i patrzyli w nią uporczywie w jakiemś jasnowidzącem niedowiary porozumieniu.
...Wszystko jak sen! Deszcz zacinający bokiem, ten ponury świt pod murem więziennym... Lśniące płaskie hełmy, grube przemokłe płaszcze... Parne ciężkie powietrze, zapach żelaza i rzemieni, zgiełk żołnierstwa, ciasnota zatłoczonej ulicy... Od dworca Wschodniego, który był tuż, od pobliskiego dworca Północnego sygnały parowozów porykują, prześcigając się nawzajem, są to naglące wezwania do fantastycznej podróży — ucieczki w niezmierzony, wolny świat... I przemokłe resztki afiszów i obwieszczeń, zwisające w strzępach z muru więzienia... I straszliwie niedaleka sina żelazna brama... I ta chwila, która nie da się opamiętać i nadlatuje z szalonym rozpędem — oto jest!
Wszystko jak sen...
Ani krzyk, ani najsroższe miny porucznika nie