Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dział jedno, że nadchodzi koniec na nią, na niego i na wojnę — na wszystko, co było, jest i będzie. W nieprzeniknionej ciemności utonie blask letniego dnia, zieleń tych drzew i świetne purpurowe, białe, żółte róże, pławiące się w słońcu...
— Najlepiej strzel sobie w łeb, bo szkoda uczciwego nazwiska, które i ja noszę... Szkoda twojej sławy bojowej... Wówczas dam spokój twej pamięci, nie wywlokę twoich konszachtów z tak zwanym Helmem, przemilczę, co o tobie wiem...
— Rada jest dobra, dziękuję ci...
— Nie pora na żarty! Czy myślisz, że ja się cofnę przed czemkolwiek bądź? Von Senden, ty mi przeszkadzasz, rozumiesz? Ręka w kieszeni nie mogła już wypuścić mausera — trzymała się go kurczowo, a wielki palec igrał z bezpiecznikiem, szybko odmykał go i zastawiał.
Był to stary, nieodłączny druh w latach chwały bojowej i w czarnych dniach poniżenia i upadku. Ratował go w zamęcie ataku — ileż razy — gdy obskoczony dokoła i wzywany do poddania się, bił prosto we łby, ostatni nabój z magazynu zostawiając dla siebie... Z niego to przez litość ludzką dostrzeliwał nieraz rannego, który go o to błagał, Francuza, Anglika, Niemca, poniewierających się na pobojowisku z oberwanemi nogami, z wywalonemi wnętrznościami... Z niego to dla dyscypliny i z obowiązku służby, gdy żołnierz zawahał się w ataku, przyzostawał wtyle i oszalały ze strachu nie słu-