Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/185

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


pora, uważaj, że nastały gorsze czasy i na patrole nocne nie wyznaczają już żołnierzy, ale za każdym razem wywołują na ochotnika, zgłaszają się też wyłącznie chłopcy z najmłodszego rocznika. Stawaj i ty za każdym razem! Nie trzeba cię uczyć, jak się to robi... Pamiętaj, że tylko nocą da się przekraść, gdy z obu stron wychodzą, żeby brać żywcem dla języka... Nie waż się próbować podczas ataku, ani dniem, ani nocą, bo teraz niema jeńców! Zanim podniesiesz ręce do góry, zanim dasz się poznać, zanim zdołasz krzyknąć — swój! — już cię zadźgają. Żołnierz w ataku jest rozjuszony, więc gdy wypadnie atak — broń się, kłuj i wal, zapomnij, że to bracia Francuzi, to może się obronisz, bo inaczej rozniosą cię na bagnetach i nanic cała impreza. Boję się bardzo, żebyś nie przepadł marnie przez sentyment, przyobiecaj mi, że będziesz rozsądny!
— Masz zupełną słuszność, i ja myślałem o tem nieraz, ale nic ci nie obiecuję...
— Ot, masz...
— Może w takim momencie nie będę o niczem myślał, zapamiętam się... Ale kto wie, jak będzie... Niech zobaczę nasze mundury, hełmy, niech pomyślę... Problemat jest djablo ciężki...
— Co za idjotyzm... Żadnych problematów! Z takiemi problematami w głowie idziesz na pewną śmierć!
— Jest i spore ryzyko, ale może też się złożyć szczęśliwie... Wszystkiego niepodobna przewidzieć.
— A dalej, pamiętaj com ci mówił o ataku!