Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/160

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Pani Pelouse, dałabyś pani spokój, ja myślę, że ją zdradził jej miły czy coś takiego, a ze sądu ona sobie kpi!
— Każdy sobie może ze sądu kpić, ale do czasu...
— Przecie wiesz pani doskonale, że ona niewinna.
— To i co? Czy to ja zakatrupiłam mojego starego pijusa? Ja też niewinna, ale jak się im w śledztwie pokręci? Jak która jędza z Mouffetard’u — niby to ich mało — naszczeka na mnie przez złość? A niech się temu aptekarzowi sądowemu pomięszają słoiki z ludzkiemi bebechami i z ekspertyzy wypadnie cudzy arszenik właśnie na mojego nieboszczyka? To i mnie niewinną zasądzą przez tę jędzę albo przez aptekarza... Niewinność przed sądem to jeszcze nie wszystko, przytem nie ma się pieniędzy na lepszego adwokata... Ja powiadam mojemu...
— Adwokata to ona ma najdroższego jaki jest w Paryżu i te parę miljonów też a i nie łatwa to rzecz skazać bez winy taką osobę, samą Evę Evard — nie to co nas z panią. Włos jej z głowy nie spadnie, jeszcze ją będą przepraszać i ona o tem dobrze wie!
— A ja pani powiadam, że z nią źle! To jej zostało ze wczorajszego dnia — śmierć jej patrzy z oczu...
Poczciwe towarzyszki, miłe kobiety, ale nieodłączne i zawsze o każdej godzinie obecne, teraz przeszkadzały Evie straszliwie. Pragnęła pogrążyć