Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/155

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wiedział, nikt ode mnie nie wydrze tajemnicy... Słuchałem ze zgrozą i w najwyższem oburzeniu, ale nie mogłem przemówić słowa, uczyniło mi się słabo... Upadłem na kanapę, a gdy zacząłem jęczeć głośniej, poczwara zaklęła okropnie i uciekła.
— I cóż on wreszcie powiedział?...
— Nic wiem, nic nie wiem!... Był jak szatan. To nasłaniec tajnej kliki wojskowej, gdyż działalność moja stawała się dla nich niebezpieczną. Chcieli mi odebrać wiarę w Evę, chcieli mnie znieprawić, zastraszyć, kto wie — może zamordować? Mecenasie, jak podczas akcji o rewizję procesu Dreyfusa, tak samo teraz w sprawie Evy nadchodzą momenty zbrodnicze i demoniczne! Wypełzają tygrysy i szakale!
Od złej wieści zmieniło się wszystko.
Załamała się wiara w zwycięstwo prawdy, odszedł spokój. Skończyła się niepospolita przygoda, która pomimo wszystko była jednak tylko grą, jak dotychczas w pewnym stopniu nawet zabawną.
Gdy Evę odprowadzono do celi po konferencji z obrońcą, obie jej przyjaciółki, pani Pelouse i panna Tourly były przerażone zmianą w wyglądzie i w zachowaniu się pani Evard. Wiedziały, że trzeba się nią zająć po kobiecemu, wytrącić ją z zapamiętania, oderwać te oczy od nieruchomego skamieniałego zapatrzenia w pustą ścianę, okazać jej serce, współczucie, dużo pytać, dać jej się wygadać, ale długo żadna nie ośmieliła się przemówić do niej słowa. Nazajutrz, gdy chwilowo znalazły się same w celi, panna Tourly powiedziała: