Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rzucił dokoła kilka płochliwych, dzikich spojrzeń, jakby chcąc się utrwalić w przekonaniu, gdzie się znajduje, czy nie śpi, czy wogóle istnieje na tym świecie.
Zaszumiało mu w głowie, staroniemieckie szafy winiarni, dębowe stoły i zydle zaczęły krążyć dokoła niego, dwóch gości siedzących opodal i stary kelner we drzwiach kołowali, obracając się zwolna jak na karuzeli, jeden von Senden tkwił na swojem miejscu i patrzał bez miłosierdzia. Wreszcie, gdy dalsze milczenie stało się niepodobieństwem, gdy każda sekunda czekania obciążała go straszliwie, Claude zebrał się na odwagę, czuł, że słabnie i że lada chwila...
— Cóż dalej? To niesłychane! Cóż dalej?
— Co dalej? Następnej nocy przyszli nasi i odkopali mnie, więc musieli odkopać i jego, mnie zabrali i donieśli szczęśliwie jeszcze przed świtem poza linję ognia — i już.
— A tamten? Co się z nim stało?
Claude rzucił to pytanie zupełnie mimowoli, żeby cośkolwiek powiedzieć, gdyż uląkł się milczenia i milczącego patrzenia przeszywających oczu von Sendena. Rzuciwszy te słowa, przymknął powieki i ciężko wsparł się na stole.
— Co się stało z moim Francuzem? Oczywiście zostawili go na miejscu, gdzie tam było zawracać sobie głowę zdychającym Francuzem, dobrze, że go nie dobili... Zresztą, gdy mnie zabierali, widziałem jak przez mgłę w promieniu latarki, że jeszcze się ru-