Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


drugiego ze wszystkich sił, poczem ogarnęła mnie nicość — śmierć. Gdym się opamiętał, była już noc, spostrzegłem, że jednak żyję, ale jestem sparaliżowany, gdyż nie mogę się ruszyć, tylko w prawej ręce miałem trochę władzy. Macam dokoła ale nic mogę wymacać siebie, nie czuję nic, mam tylko tę rękę no i głowę, a gdzie reszta? Trudno wypowiedzieć strach, który mnie wówczas dławił, coś podobnego zdarza się tylko w snach. Nic nie rozumiem, umieram ze strachu, wciąż mdleję czy zasypiam i budzę się. Ktoś dyszy mi gorączką prosto w twarz, stęka, jęczy... Czyjaś ręka przesuwa się po mojej głowie, po twarzy.. Chwytam ją i odpycham z odrazą... Wymacuję hełm — hełm francuski, pod nim mocno spięta rzemykiem kłująca niegolona twarz, nos, usta... Jego ręka ujmuje moją, już się nie boję, trzymam się mocno tej ręki jak wybawienia. On mi dopiero powiedział co się stało — jakiś kretyn niemiecki czy francuski puścił w to miejsce minę, czyjkolwiek był to strzał, był on skandalicznie krótki — zagrzebało nas po szyję... Z początku rozmawialiśmy jak ja tu z panem, panie Helm, potrosze o wszystkiem, gadaliśmy po francusku, po niemiecku w całkowitej rezygnacji i zgodzie, ale wnet święta matka ziemia zaczęła nas ściskać w swoich objęciach, dławić i dusić — nie pora była ani miejsce na rozmowy. Stękaliśmy w ciemnościach z bólu, wołaliśmy wśród wycia wichru o ratunek, zapadaliśmy na długo w milczenie, wiedząc, że umieramy. Zrzadka skostniała dłoń zwierała się i czułem jego słabe uściśnienie — Francuz