Strona:Żółty krzyż - T.III - Ostatni film Evy Evard (Andrzej Strug).djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ciągnąć od pana sekret nowej substancji naszego Wagera, która, nieprawdaż, lada dzień wyruszy już na front — inaczej zabierałbym się do rzeczy.
— A naco panu nowa substancja?
— Mogę być również agentem francuskim...
— Również?
— Jeżeli nie również, więc, powiedzmy dla odmiany — angielskim.
— I niemieckim, i angielskim?
— Z agentami wyższej marki, posiadającymi bezwzględne zaufanie swojej strony, tak właśnie bywa najczęściej, oczywiście za specjałnem upoważnieniem władzy. Ale poniektóry, choć mu nie pozwolą, puszcza się na ten proceder na własną rękę.
— I czasami się zaplątuje...
— Jeszcze jak!
— A pan, panie von Senden?
— Ja?
— Nie zaplątał się pan jeszcze?
— Owszem, ale o tem nikt nie wie.
— Ja wiem!
— Pan nie zdradzi kolegi.
— Wydam angielskiego agenta bez żadnego wahania!
— Naco? Zaco? Czyżby jeszcze za Joannę D’Arc? Zawsze twierdziłem, że sojusz francuskoangielski jest potwornem nieporozumieniem, nie mniejszem, niż wojna między Niemcami a Francją, ta wasza koalicja kłamie i urąga tradycjom pięciu stuleci...