Przejdź do zawartości

Stokroć

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Hans Christian Andersen
Tytuł Stokroć
Pochodzenie Siedmiu zuchów oraz inne bajki
Wydawca Księgarnia Literacka
Data wyd. [1929]
Druk Drukarnia „Linolit”
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Gaaseurten
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
STOKROĆ.

Posłuchajcież tej opowiastki:
Za miastem, na wsi, opodal gościńca stał pałac. Przed nim był ogród pełen kwiatów, otoczony kratą, malowaną, dalej biegł rów, nad którym, jak wiadomo, najlepiej rośnie trawa, a wśród trawy rosła kępka stokroci.
Słońce oświecało i ogrzewało skromną stokroć tak samo, jak najwytworniejsze krzewy i kwiaty i dlatego pączki rosły szybko, aż pewnego ranku rozpostarły się wąskie, białe listeczki i utworzyły lśniące promienie wokół małego, żółtego słońca, tworzącego środek stokroci. Nie zwróciła ona wcale uwagi na to, że nikt na nią nie patrzył, gdyż była pospolitym małym kwiatkiem polnym, ale przeciwnie, radowała się życiem, zwracała wdzięcznie ku słońcu i nasłuchiwała świergotania jaskółek, szybujących w powietrzu.
Stokroć był tak szczęśliwą, jakby nastało wielkie święto, ale był to tylko poniedziałek i dzieci musiały iść do szkoły. Siedziały na ławkach, ucząc, się, ona zaś także tkwiła na łodyżce i uczyła się od słońca, jaki Bóg jest dobry. Nie mogła tylko wyrazić wdzięczności swojej, jak to czyniła jaskółka, obdarzona głosem, ale nie zazdrościła jej śpiewu, ni skrzydeł, podziwiając ją tylko po cichu.
— Słyszę, widzę — myślała sobie. — Słońce mnie grzeje, wiatr chłodzi, ach ileż istot spotkał gorszy los.
Za kratą rosło dużo kwiatów dystyngowanych i dumnych. Im mniej posiadały woni, tym bardziej zadzierały głowy. Piwonia pyszniła się, że jest wyższa i ma większe kwiaty, niż róża, chociaż wielkość nic nie ma wspólnego z wdziękiem. Tulipany, świadome jaskrawości swych barw stały sztywno, jak na mustrze. Oczywiście nie patrzyły na nikłą stokroć, ona zaś podziwiała z szacunkiem ogromnym połysk i barwy ich kwiatków, była też wdzięczna Opatrzności, że jej wyróść pozwoliła w ich sąsiedztwie. Pewnego dnia nadleciał skowronek.
— Pewnie do tych wspaniałych tulipanów przybył z pod chmur! — pomyślała stokroć. — Dobrze, że jestem blisko, gdyż będę mogła posłuchać przedziwnego śpiewu.
Ale skowronek nie siadł na kracie, jeno skierował lot na trawę i usiadł tuż obok skromnej stokrotki.
Tak ją to uradowało, że nie wiedziała co myśleć.
Niezrównany śpiewak skakał wokoło i zanucił:
— Ach! Jakże miękka i świeża jest ta trawa! Jakże piękna jest ta stokroć, z jasnym słonkiem pośrodku i srebrzystymi promieniami płatków! Dzięki ci za to Boże.
Potem rozebrzmiała przepyszna rulada tonów i skowronek poleciał dalej, nie zbliżywszy się nawet do kraty ogrodu.
Przez kwadrans nie mogła stokroć zebrać zmysłów z zachwytu, potem zaś spostrzegła, że stało się coś strasznego pośród kwiatów, świadków tego zaszczytu.
Tulipany zesztywniały bardziej jeszcze i plamy ich nabrały czerwonej barwy gniewu, zaś piwonia napuszona stała bez ruchu, co było oznaką złości niesłychanej. Wspaniałe kwiaty odczuły jako zniewagę to, że świetny śpiewak wyżej nad nie ocenił nędzną stokroć.
W tej chwili wyszła z pałacu dziewczynka. Miała w ręce duże, świeżo wyostrzone nożyczki błyszczące w słońcu. Zbliżyła się wprost do tulipanów i ścięła wszystkie, jeden po drugim.
— Straszna to rzecz ponieść śmierć w wiośnie życia! — powiedziała sobie stokroć. — O ileż lepiej mnie, skrytej w trawie!
Po zachodzie słońca stokroć zwinęła płatki i zasnęła, marząc o niebiańskim śpiewaku.
Nazajutrz usłyszała znowu śpiew skowronka, jakże jednak smutnie nucił? Złapano biedaka, zamknięto w ciasnej klatce i powieszono w oknie. Śpiewał o tym, jak niedawno wzbijał się pod niebo, by za chwilę spaść, niby strzała na ziemię. Cóż za zmiana losu.
Stokroć radaby była przyjść z pomocą biedakowi, ale nie było rady.
Nagle wyszli z pałacu dwaj chłopcy, a jeden z nich niósł nóż tak wielki i błyszczący, jak nożyczki, którymi wczoraj siostra ich zabiła tulipany. Minęli kratę i skierowali się wprost ku stokroci, która patrzyła na to zdumiona.
— Patrz! — rzekł jeden z chłopców. — Śliczna tu rośnie kępka trawy. Wezmę ją dla skowronka.
Potem zaczął nożem kłuć wokoło stokroci, zaniepokojonej tym wielce.
— Wyrzuć tę stokroć! — poradził drugi, a biedaczka omal nie zemdlała ze strachu, że nie będzie mogła dostać się do biednego więźnia.
— Nie! Dobrze wygląda pośrodku darniny! — rzekł pierwszy chłopiec, a stokroć została złożona razem z trawą na dnie klatki skowronka.
Biedny więzień piszczał żałośnie i bił skrzydełkami o pręty, a stokroć pierwszy raz w życiu pozazdrościła istotom umiejącym mówić.
Tak minął cały ranek.
— Nie ma tu kropli wody! — powiedział skowronek. — Wszyscy wyszli i zapomnieli napoić mnie. Pali mnie gorączka i dreszcz przenika. Jakże tu duszno. Ach, czemuż jestem w niewoli!
Zanurzył dziobek w trawę, gdzie było jeszcze trochę wilgoci i to mu ulżyło. Ujrzawszy stokroć, skinął jej przyjaźnie główką, popieścił dziobkiem i rzekł:
— A więc i tobie przyjdzie zginąć tu z pragnienia! Biedny kwiatku, jam temu winien, gdyż dla mnie cię przyniesiono, chcąc mi czymś zastąpić zieleń łąk i lasów, gdzie bujałem na swobodzie.
— Czemuż mu nie mogę przynieść ulgi? — pomyślała znowu stokroć i zaczęła pachnąć mocniej, by go nieco pocieszyć. Zauważył to i chociaż rwał w rozpaczy dźbła trawy, nie tknął płatków stokroci.
Nadszedł wieczór, ale nikt się nie zjawił z wodą. Po długich mękach zatrzepotał skowronek skrzydełkami, pisnął ostatni raz, padł na kępkę stokroci i zmarł.
Tej nocy nie zwinęła płatków i nie zasnęła. Kwiaty jej zwisały uschłe ku ziemi.
Chłopcy wrócili dopiero nazajutrz rano i rozpłakali się na widok swej martwej ofiary. Potem wykopali w ogrodzie dołek, włożyli skowronka w pudełko palisandrowe wyklejone atłasem, a na grobie zatknęli przepyszne kwiaty. Był to pogrzeb nielada. Za życia nie pomyśleli o jego potrzebach, ale po śmierci wylewali łzy gorzkie.
Trawę wraz ze stokrocią wyrzucono na gościniec pełen kurzu i nikt nie pomyślał o biedaczce, która radaby była oddać życie za ocalenie przyjaciela.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Hans Christian Andersen i tłumacza: Franciszek Mirandola.