Przy igle strawił lata młode,
Wiek cały musiał szyć i szyć;
Pot ciurkiem kapie mu na brodę,
Biała, jak ta na igle nić.
Majstrzy go wszyscy mają w cenie,
Każdemu z nich sprzedawał trud;
A jednak puste ma kieszenie,
A żona, dzieci cierpią głód.
W pracowni widać go o świcie,
Gdzie już pracuje w pocie lic.
Zarabia całe swoje życie
I nigdy nie roztrwonił nic.
A jednak wiecznie cierpi biedę
Ten niestrudzony, pilny mąż;
I, gdzie coś dostać znów „na kredę“
Przy pracy o tem myśli wciąż.
On milczy, jak warsztatu mury;
Przed majstrem go ogarnia strach;
Wstrętne mu strajki, awantury,
A święty mu — krawiecki fach.
On milczy, ten męczennik stary, —
Jedynie kaszel mówi zań;
Łzę przykrywają okulary,
A ciągły katar dusi krtań.
Gdy młodsi z towarzyszów grona,
Nań spojrzą, serce im się rwie;
Ten starzec — postać ta skulona —
Straszliwą dla nich wróżbą tchnie.
Już widzą śmierci szpony czarne —
Nagrodę za uczciwy trud...
I oni pójdą tak na marne,
Nim staną u mogiły wrót.