Przejdź do zawartości

Stary Sułtan

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bracia Grimm
Tytuł Stary Sułtan
Pochodzenie Sześć łabędzi oraz inne bajki
Wydawca Księgarnia Literacka
Data wyd. [1930]
Druk Drukarnia P. Brzeziński
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Franciszek Mirandola
Tytuł orygin. Der alte Sultan
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron
STARY SUŁTAN.

Pewien chłop miał wiernego psa, imieniem Sułtan, który atoli tak się postarzał, że stracił zęby i nie mógł silnie chwycić niczego. Jednego dnia rzekł chłop do żony:
— Jutro zastrzelę Sułtana, bo nic nie wart.
Kobieta odczuła litość dla wiernego zwierzęcia i powiedziała:
— Służył nam tak długo, że moglibyśmy mu dać chleb łaskawy.
— Nie ma sensu! — odparł chłop. — Czyś oszalała? Stracił wszystkie zęby i złodzieje drwią z niego, czas go tedy usunąć. Służył nam, co prawda, ale dostawał przecie obfite jadło.
Biedny pies, leżący opodal w słońcu, słyszał to wszystko i posmutniał na myśl, że nazajutrz będzie to ostatni dzień jego życia. Miał dobrego przyjaciela wilka, toteż udał się doń wieczorem do lasu i poskarżył się na los, jaki go czeka.
— Nie trać otuchy, kumie! — powie dział wilk. — Już ja cię wyratuję. Wymyśliłem coś! Oto jutro idą twoi gospodarze do kosiarzy, na łąki. Zabiorę z sobą również małe dziecko, gdyż w domu nikt nie zostanie. Kładą oni zazwyczaj malca pod płotem w cieniu, a ty legnij przy nim jakbyś pilnował. Potem ja wybiegnę z lasu, — porwę dziecko, ty rzucisz się za mną, chcąc odebrać. Wówczas ja upuszczę dziecko, ty zaś odniesiesz je rodzicom, którzy uwierzą, żeś je ocalił i z wdzięczności nie tylko nie uczynią ci nic złego, ale przeciwnie, wrócisz do łaski i dobrze ci będzie aż do śmierci.
Plan podobał się psu i został dokładnie wykonany. Ojciec krzyknął z rozpaczy, widząc, że wilk porwał mu dziecko i leci z im przez pole, gdy zaś Sułtan odniósł je, pogłaskał go rozradowany i rzekł:
— Włos z ciebie nie spadnie. Będziesz dokońca życia na łaskawym chlebie! — potem dodał, zwracając się do żony: — Idź zaraz do domu i zgotuj staremu Sułtanowi papkę z mięsem, by nie potrzebował gryść. Weź też poduszkę z mego łóżka i połóż mu, bo daję ją w podarku poczciwemu zwierzęciu.
Od tego dnia opływał Sułtan we wszystko. Niebawem odwiedził go wilk i ucieszył się, że wszystko tak pięknie poszło.
— Drogi kumie! — powiedział wilk po chwili. — Sądzę, że nie weźmiesz mi za złe, jeśli czasem porwę twemu panu tłustą owcę. Ciężkie teraz czasy i trudno wyżyć.
— Nie licz na to, — odparł pies — pozostanę wierny swemu panu i nie pozwolę na to, co mówisz.
Wilk myślał, że pies nie traktuje sprawy poważnie, toteż przyszedł nocą chyłkiem i chciał wziąć owcę. Ale Sułtan uprzedził swego pana, który pilnował i wymłócił porządnie skórkę wilka cepem. Musiał uciekać, ale krzyknął do psa:
— Czekaj zdrajco, odpokutujesz za to!
Następnego ranku wilk przysłał świnię z wyzwaniem na pojedynek w lesie, gdzie mieli ze Sułtanem rozegrać tę honorową sprawę. Ale stary pies nie znalazł innego świadka, prócz kota o trzech nogach. Gdy szli razem, biedny kot kusztykał strasznie i podniósł z bólu ogon w górę. Wilk był już ze swoim świadkiem na placu rozprawy, widząc atoli nadchodzącego przeciwnika, sądzili obaj, że niesie ze sobą szablę, uważając za tę broń wzniesiony ogon kota. Biedne stworzenie kulało, a wilk i świnia myśleli, że się nachyla po kamienie, by ich nimi obrzucić. Ogarnęło ich przerażenie, świnia skryła się w gąszcz, a wilk skoczył na drzewo. Pies i kot stanęli na miejscu mocno zdziwieni, że nikogo nie ma. Ale świnia nie skryła się całkiem w gąszczu; widać jej było uszy. Kot rozglądał się uważnie wokoło, a właśnie w tej chwili strzygła świnia uszami. Kot myślał, że to przemknęła mysz, przeto skoczył i wbił zęby. Świnia wrzasła na całe gardło i uciekła, wołając:
— Winowajca siedzi na drzewie.
Pies i kot spojrzeli w górę i zobaczyli wilka zawstydzonego własnym tchórzostwem. Zlazł zaraz na ziemię i zrobił zgodę z psem.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bracia Grimm i tłumacza: Franciszek Mirandola.