Starościna Bełzka/XXXVIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXXVIII.

Ażeby mieć pojęcie stanu ówczesnego w kraju, w chwili gdy się historye działy i proces wytaczał, dość spojrzeć na jedną z tych nouvelles à la main, jakich wówczas mnóztwo przysyłali sobie wszyscy, a pisane te gazetki kraj z końca w koniec obiegały. Nowinki te układane po kancellaryach magnatów, kopiowano przez szlachtę, oblatywały od dworu do dworu całe prowicye, kto tylko mógł przy zręczności przesyłał jo przyjacielowi; zastępowały one drukowane gazety. Ale w nich nietyle prawdy, co widocznego ducha partyi, i łudzenia się nadziejami, każdy układa je jak mu lepiéj i dogodniéj. Przyjaciele konfederacyi donoszą sobie „od konfederata w Turczech będącego udzieloną wiadomość przyjacielowi, że wszyscy są zdrowi i dobrze się im powodzi;“ inni, „że słychać było, jakoby generalność konfederacyi miała w końcu października złożyć nową elekcyę na króla i pięciu stawić kandydatów: dwóch Sasów, pretendenta angielskiego, w. hetmana litewskiego, i Stanisława Augusta...“ Tymczasem Turcy dawali jeszcze biednym wychodźcom pieniądze po trosze, ryż i baraninę, ale nie dawali — nadziei. Daléj inni nowiniarze produkowali jakieś wiadomości o papierach przy zabitym półkowniku Albuszewie znalezionych, groźnych dla hetmana litewskiego, którego żywcem czy zabitego kazano jakoby dostawić koniecznie do Warszawy.
Najgłówniéj zajmowały wszystkich wieści o potyczce pod Stołowiczami; pisano o tém ze Lwowa (!) (gdzie stali generał Kreczetników, półkownik Bułhakin, mimojazdem był i ks. Repnin, a publika wesoło się zabawiała redutami, balami, assamblami i wszelkiego rodzaju rozrywkami): „Jmpan Ogiński po kilku nad Albuszowem i Duryngiem półkownikiem otrzymanych sukcessach, w których Albuszew zginął, od Bielaka i wielu innych odstąpiony, i przez generała Suwarowa w Stołowiczach rozbity, stracił wielu ludzi, ammunicyę i 44,000 czerw. złotych, tudzież piechotę wszystką z kancellaryą i kassą. W kompanii z jmp. podkomorzym słonimskim salwował się za granicę. Ztąd już nadesłał ordynans, zdając komendę nad jazdą jw. Brzostowskiemu, a nad piechotą Hawdrynkowi, z przykazem, aby się do generalności przebierali, dokąd i sam granicą pruską pośpieszyć ma.” Ks. Fabułów w Płockiém województwie dywizyę jw. Kossakowskiego zniósł, mówiono, ale temu jeszcze nie dawano wiary... Po stołowickiéj potyczce z Brześcia Litewskiego pisano: „że w Litwie jakoby już po wojnie było... bo Suwarów i Drewicz ztamtąd wymaszerowali. Wygranéj w Stołowiczach, dodawano, nic przypisywali ci generałowie działalności własnéj, tylko wojska litewskiego nieszczęściu, przyznawali się do niedość porządnego attakowania i nadspodziewanego wcale sukcesu. P. Bielakowi w powtórnéj potyczce dwa szwadrony wyginęły, i Duryngowi rewersować się musiał, ale na ten rewers Drewicz nie zważając, chciał go attakować, przed którym uchodząc Bielak tak swój półk utracił, że ledwo sam dnia 8 października po pod Brześć przez Terespol do domu swego wracał, dokąd z Warszawy nadesłano mu pardon.”<br
Bielak na dzień ŚŚ. Szymona i Judy do Warszawy przybył i znajdował się na obiedzie u jw. Sosnowskiego wojewody smoleńskiego, gdzie go naturalnie zarzucono pytaniami o konfederacyę litewską. On winę stołowickiéj potyczki przypisywał rozporządzeniom hetmana Ogińskiego.
Wszyscy już utrzymywali, że klęska litewska była tak znaczna i wielka, że dźwignąć się z niéj było trudno, choćby się hetman litewski nie oddalił. W Polsce attakowano kilkakroć Tyniec, i coraz o nim nowe szerzono wieści, to że się poddał, to że miał trzymać uparcie... Gazetki oprócz tego zawierały z Warszawy wiadomości, że w Szlązku było spokojnie, a chociaż komendy ustąpiły od granic polskich, jednak W. Polska, Prussy i Kujawy cierpiały od sąsiada biedę; bo je kontrybucyami i furażami niszczyć nie przestawano.
Groźby o wejściu Prusaków i Austryaków do Polski z powodu rozruchów wewnętrznych, nie ustawały, co czynione podówczas w Austryi werbunki wielkie i egzercerunki nowego żołnierza potwierdzać się zdawały, równio jak zniknienie żywego grosza, a zarzucenie kraju monetą papierową.
Od granic tureckich przebąkiwano o bitwie małéj wagi, o powrocie generała Otreskowa z Wołoszczyzny, i pobycie jego trzydniowym w Kamieńcu.
Z nowin pomniejszych donoszono, że jmp. Czernym na poselstwo u Porty, kasztelan czerski przysiągł (Michał Suffczyński??), że Franciszek Potocki, wojewodzic poznański, chorujący w Warszawie ozdrowiał, gdy tymczasem d. 18 paźdz. umarł z choroby płuc, i oprócz działu z jego spadku zapisał dzieciom jw. krajczego koron. półtora miliona, lokując je do ich wzrostu na dobrach Wincentego wojewodzica poznańskiego; temuż Wincentemu zapisał siedm kroć, Popielowi i innym sługom swoim różne summy... Gadano, że jakaś baronessa, dawniéj przyjaciółka starosty śniatyńskiego, przybyła upominając się u braci jego o piętnaście tysięcy dukatów, które jéj miał być winien, a p. Benoit popierał pretensyę.
Brat zmarłego Franciszka Wincenty, starał się o księżniczkę Aleksandrę Lubomirską, marszałkównę koronną... daléj pani Kossakowska, kasztelanowa kamieńska dla Jana Potockiego generałowicza artylleryi lit., synowca swego najmłodszego, kupić miała u krajczego Potockiego krajczego koronnego trzy klucze: stanisławowski, tymieniecki i łysiecki w ziemi Halickiéj... Mówiono jeszcze, że Branicki łowczy koronny od Bielska dywizyi konfederatów z Częstochowy ciągnącéj, drogę zachodził...
Nieco póżniéj, szeptano i pisano, że kasztelania krakowska dostać się miała księciu wojewodzie ruskiemu, województwo ruskie ks. Adamowi, buława koronna księciu podkomorzemu koronnemu, a 27 października ks. stolnik litewski z jw. wojewodą pomorskim (Flemingiem??) o wyraz „Polak” pokłócili się dość szpetnie...
Takie tedy wieści i ploteczki roznosiły ówczesne gazetki po kraju... a było się czasem czém bawić, i nad czém zaboleć, i z czego się rozśmiać...





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.