Starościna Bełzka/XXXII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXXII.

Tymczasem wojewoda zmuszony coraz dłużéj taić przed żoną domyślającą się i niepokojącą tragiczną scenę napadu i jéj następstwa, chorzał ze zgryzoty i niepokoju, dostał gorączki katarowéj, potém febry przepuszczającéj, a w ostatku, że go ta długo trzymała, i puchnąć po trosze zaczął.
Najlepiéj zresztą odmaluje nam to, co się w Krystynopolu działo, naoczny świadek, córka domu, pani Brühlowa, która do stryjenki swéj Mniszchowéj tak pisała dnia 12 czerwca 1771 roku z Krystynopola:
„Z najgłębszym szacunkiem całuje nogi jwpdobrodziejki za łaskawą jéj fatygę w pisaniu do mnie, które i teraz przez Żyda dukielskiego miałam szczęście odebrać i dawniéj doszły mnie także jak przez guwernera Michała, tak przez powracającego umyślnego mego ojca, na które miałam honor już odpisać. Ale się dopiero dowiadujemy, że te listy nasze przejęto i zatrzymano z posłańcem; bardzo trudne teraz przejazdy, wojska tu w około nas mocno się uwijają, a najwięcéj na trakcie dukielskim. Chciéj jw. stryjenko dobrodziejko odpuścić nam łaskawie to opóźnienie, i uznać, że w tém nie jest nasza wina ani lenistwa, ani zapomnienia, jak nas stryjenka obwinia niepodobném to jest, byśmy zapomnieć mogli wszystkie łaski i dobroć, jakiéj zawsze doznawaliśmy i doznajemy. Ośmielam się błagać kochanéj stryjenki, abyś była mocno przekonana, że żywa wdzięczność moja i szczere a pełne szacunku przywiązanie chyba z życiem skończyć się może.
„O wiadomym interesie, dotąd n nas cicho. Wyczółkowski i archidyakon powrócili z Warszawy, już jest temu dwa tygodnie, dekret odesłany do Chełmna, gdyż proces źle był napisany, wina w tém archidyakona. Jak poprawiony będzie w Chełmie, to go znów do Warszawy zawiozą, i tak mówią, że ta sprawa pociągnie się do jesieni i dobrego końca spodziewają się. Tylko jak się nuncyusz odmieni (miało to nastąpić w następnym roku podobno), to będzie ciężéj. Osoba niewiadoma (pani wojewodzina matka, wyrażenie zamiast nieświadoma, niewiedząca) o tém wszystkiém, jeżeli się broń Boże trafunkiem nie dowie, to mój ojciec przed skończoną sprawą zapewne nie powie, a na cóżby się zdało już potém powiadać, i ją zmartwić, i już skończone historye odnawiać? O panu Horochu (przyjacielu i krewnym Komorowskich) tu nic nie słychać, o Komorowskim tyle, że jak dawniéj bardzo burczał, tak teraz cichusieńko siedzi. Podczas téj sprawy w Warszawie gadali ci, którzy z jego strony byli, że kiedy oboje nie mogą się znajdować, to koniecznie trzeba, żeby choć jedno, a i córkę mówili, aby była do Warszawy przywieziona, na co im nuncyusz (Durini) odpowiedział, że nie ma żadnéj potrzeby, a gdyby chcieli ją sprowadzić, trzebaby się nam pierwéj dowiedzieć, u kogo mamy się o nią upomnieć. Na tę odpowiedź zamilkli (?), i już żadnego nie było wspomnienia o Gertrudzie (!!). Rodzice moi z łaski bożéj dosyć zdrowi, tylko ojciec po téj febrze jeszcze nie może przyjść do siebie, słabość jest mocna i puchlina w nogach, ale doktorowie nas upewniają, że to nic nie szkodzi, że zawsze po febrze tak być musi, i że ta febra bardzo dla niego była zdrowa i potrzebna... Mąż mój chorował na gardło, z łaski bożéj już jest zupełnie zdrów. Wiadomo jest jw. stryjence dobrodziejce, że pan krajczy (Józef Potocki, przyrodni brat wojewodziny kijowskiéj, syn Stanisława wojewody poznańskiego) był obligowany od rodziców moich starać się o konsens na Bolimów (starostwo), odebrał już taką rezolucyę, że najj. pan był już o to sam proszony przez jw. wojewodę kaliskiego (Twardowskiego) i podał kondycye pozwolenia: najęcie pałacu (Mniszchów), a gdy już raz tak odpowiedział, innéj nie może dać rezolucyi. Interes, który mąż mój obszernie opisuje względem kupna starostwa, protekcyi jwpd. razem z sobą polecam. Za obietnicę portretu męża mego miniaturą i łaskawą rączką jw. stryjenki dobrodziejki malowanego, nóżki po milion razy całuję; miarę do tabakierki będę miała szczęście sama złożyć u nóg jéj; spodziewam się zapewne na Św. Jan, gdyżbyśmy się tylko rozdraźnili musząc powracać tu na imieniny, a tak potém będziemy mogli mieć to szczęście na dłuższy czas. Wyrażasz jwpd., że jwpani krakowska d. będzie o tém pisała. Jak wola w tém jwpd., tak czyńcie, jak będziecie lepiéj sądzić o tém, że brat mój (Szczęsny) miał febrę, wie matka, gdyż się dowiedziała z listów jw. generała i samego brata mego.
„Pan krajczy dotąd tu bawi, i pan Wincenty (podkomorzy w. koronny, brat krajczego) od kilku tygodni, pan Franciszek (?) także przyjechał kilka dni temu. Rodzice moi mocno obudwóch kochają, są też tego warci. P. Wincenty już się tu obeznał i jest bardzo dobrze i poufale, pan Franciszek jeszcze lepiéj od samego poznania. Na mego męża zawsze tu z łaski bożéj dobrze, mocno są łaskawi. Muszę też oznajmić jw. stryjence dobr., w jakim tu byliśmy strachu. W kościele będąc podczas oktawy Bożego Ciała, dowiadujemy się, że p. Komorowski przyjechał, a nie można się było dowiedzieć, który i z jakim interesem. Ale to jeszcze nic, gdy on wszedł do pokoju, miarkujesz jwpd. co się wtenczas z nami dziać musiało. Nieprędko potém dowiedzieliśmy się, że ten bardzo daleko należący do nowosielskiego, i w ten interes nietylko że się wcale nie wdawał, ale nigdy o tém nie gada. Już byliśmy trochę spokojniejsi o tém się dowiedziawszy, ale jednakowo przykro na niego spojrzeć było, że tego imienia. Kilka dni tu bawił.
„Teraz nic mi nie zostaje, tylko mnie polecić nieustannéj i zawsze nam mocno potrzebnéj, łasce i protekcyi jwpd. z tém wyznaniem, żem do śmierci z najmocniejszém przywiązaniem, i najgłębszym respektem jw. stryjenki d., serdecznie kochającą synowicą i najniższą sługą...
„D. 12 czerwca w Krystynopolu.“





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.