Starościna Bełzka/XXIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
XXIII.

Można sobie wystawić, jaki w ślad za ich manifestem okrzyk oburzenia i zgrozy, larum powszechne powstałe przeciw wojewodzie kijowskiemu, gdy wieść ta doszła do Warszawy, gdy z niéj potém piorunem rozbiegła się po całym kraju. Z rąk do rąk podawano sobie, wyrywano relacye, które na chwilę nawet, odwróciły uwagę od konfederacyi, stanowiącéj główne zaprzątnienie wszystkich w tych latach niepokoju i próżnych, niestety! nadziei. Okrzyk potępienia, wołanie o zemstę rozległo się tak straszliwie, tak głośno, że sam wojewoda w Krystynopolu zamknięty, zadrżeć musiał, gdy go tu dościgło to echo oburzenia i zgrozy.
W Warszawie blizki krewny Komorowskich, Gozdzki, wojewoda podlaski, Humieccy, Małachowscy, biskup poznański, Borchowie, i co żyło, podniosło się przeciwko Potockim, wołając zemsty, prawa, krzycząc na gwałt i przemoc...
Z drugiéj strony władze wojskowe rossyjskie, naczelnicy komenderujący oddziałem, który stał w Galicyi, oburzeni tém, że napaść na karb ich włożono, wysłali sztafety do Petersburga, postanawiając śledzić, odkryć i obnażyć winowajców.
Wojewoda ukrywając starannie cały ten straszliwy dramat przed żoną, którąby był dobił może, choć i tak niewiele już jéj życia pozostawało, syna, otrzymawszy od niego zezwolenie na rozwód, z Brühlem generałem artylleryi, z Franciszkiem Hulewiczem, księdzem Wolfem, doktorem Macpherlanem i nieodstępnym wiernym sługą, Mazurem, kamerdynerem Bisteckim, postanowił natychmiast wyprawić za granicę.
Gniew wojewody wzmógł się wypadkami; cały ten nawał nieszczęścia przypisywał synowi, staroście zanideckiemu, i Komorowskim, nie sobie; na nich spadły w oczach jego następstwa, na nich żal udręczonego starca....
Dla niepoznaki zaś, aby dowieść, że nic nie wie o losie synowéj i w jéj zgon nie wierzy, wojewoda rozpoczął natychmiast pilnie proces rozwodowy, który się też długo i uparcie miał ciągnąć...
Abyśmy lepsze dali pojęcie, jak sprawę sądzono w owym czasie, i jak różnie ją, wedle usposobienia dla Potockich malowano, powtórzymy jeszcze relacyę, jaka o wypadku biegała po kraju.
Przyjaźniejsi Pilawitom, nie mogąc ich całkiem oczyścić, w ten sposób rzecz całą opisywali, rzucając już cień pewny na Komorowskich postępowanie.
Ekscept z wiadomości doniesionych z Warszawy pod datą pierwszych dni marca r. 1771.
„Niewypowiedzianie tutaj egzagerowana, a kilkorakiemi potwierdzona raportami, tragiczna scena najazdu jw. Komorowskiego starosty nowosielskiego. Nie opisuję téj okropnéj historyi, bo nie wątpię, że wiadoma i wszędzie głośna, jak jednak ad regiam majestatem doniesiono, dla wiadomości pańskiéj rzetelnie określam.
„Jw. starosta bełzki, syn jjww. województwa kijowskich od ośmiu miesięcy za wiadomością rodziców swoich uczęszczając na polowania, mil trzy od Krystynopola, bywał w domu jmpp. Komorowskich nowosielskich starostów, gdzie w córce ich, z których starsza poszła za maż za jmp. starostę rahodowieckiego pokochawszy się, ile że ma być i edukacyi, i piękności wielkiéj, miał nalegać na rodziców onéj, aby się z nią ożenił, i gdy założona przez nich kondycya być miała, żeby togo postanowienia nie czynić bez wiadomości i zezwolenia jjww. kijowskich, jmp. starosta bełzki mocno nalegał, żeby to przed czasem dopełnienia tegoż ożenienia mieć w sekrecie, i za usilném wymaganiem rodzice damy podjęli się wyjednać indult, do czego się miała przyczynić Warszawa i poprzedniéj wiedzieć o tym knowanym maryażu, który nastąpił w dzień Ś. Szczepana, i rodzice damy mieli przyrzeczoną z miejsca tego protekcyę utrzymywania validitatis tego małżeństwa. Jakoż po ślubie publicznie rozgłoszono toż ożenienie, i że inpugnata, a ztąd konsekwencya, że rozwód być nie może. Zaszła zaś awantura w dzień popielcowy najazdu i raptus téjże damy miał być z gwałtownością, strzelaniem i kaleczeniem kilku tamże ludzi, a dama porwana w największe mrozy w letniém cale odzieniu i bez futra, a że bardzo delikatnéj konstrukcyi, największa obawa, czyli bądź z przeziębienia nie miała jakiego nieszczęścia, ile śladu nie masz gdzie się podziała. Wojewoda podlaski Gozdzki, wuj rodzony téjże jmp. Komorowskiéj pioruny rzuca na Krystynopol, a generał rossyjski Wejmarn mocno odgraża się, że fałszywie tenże najazd udają, jakoby miał być moskiewski, a obawia, że z nasadzenia i instynktu krystynopolskiego, i że ztąd obelga wojska, ich i saméj najjaśniéjszéj imperatorowéj, co i nieprzyjaciele wojewody kijowskiego bardzo egzagerują (?) i głośno gadają, że gdy sprawiedliwość upadła, i teraz leges silent, należy, ut arma loquantur, i grożą, że wymagać należy oczyszczenia się i justyfikacyi jw. wojewody kijowskiego, to jest, żeby albo się odprzysiągł, i ztąd żeby okalać go posądzeniem, że semireus, albo też jeżeliby nie miał odprzysiądz się, być może, że pociągniony będzie ad reginam dla dania z siebie eksplikacyi.
„Najwięcéj nacierają na to, ażeby uchwycona przez najazd dama była przywrócona, i żeby koniecznie dojść z czyjego nasadzenia. Zarzucając złośliwie, że ex probabilitatibus obwinienie największe spada na Krystynopol, które jak wróżą wzbudzić mają pod pretekstem zemsty za obwinienie tym najazdem rossyjskich komend, że samego jw. wojewodę kijowskiego chcą prześladować, i lubo wielu mniemania jest, że tę tragedyę mógł popełnić starosta śniatyński, jednakże repentymenta najwięcéj podszczuwane na Krystynopol...
Interea poszły tylko listy do ks. Młodziejowskiego kanclerza, do ks. prymasa i do ks. Wołkońskiego, do wojewody kijowskiego, aby dał im z siebie eksplikacyę, a za rezolucyą z Petersburga, żeby zemsta nie nastąpiła obawiać się należy, lecz wprzódy jak się słyszeć daje ma być ogłoszone oświadczenie od wojska rossyjskiego dla oczyszczenia go z kalumnii, jak wyrazić mają na nich włożonéj, i że autora ścigać i mścić się na nim chcą i mają.”
Starosta śniatyński, o którym tu mowa, był to zdaje się, Piotr syn Stanisława wojewody poznańskiego, przyrodni brat wojewodzinéj kijowskiéj, zmarły bezpotomnie; nic wiem dla czego potwarz tę na niego rzucono. Taki więc był stan téj sprawy; z jednéj strony Komorowscy mający po sobie i obrażonych Kreczetnikowa, Wejmarn’a, ks. Wołkońskiego i Saldern’a, oprócz tego wojewodę podlaskiego i całe Czartoryskich z królewskiém w Warszawie przemagąjącém stronnictwem, — z drugiéj Potoccy wszyscy z Mniszchami, Brühlami, Lubomirskimi, Sołtykami, nuncyuszem Durini’m i t. d. Sprawa o gwałt i najazd, na który jakkolwiek było prawdopodobieństwo, że w nim udział miał Potocki, dowodów jednak brakło — rozpocząć się nie mogła choćby ją Komorowscy ze swymi popierali, tymczasem Potoccy zaraz się do nuncyatury o rozwód udali.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.