Starościna Bełzka/LXI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LXI.

Widząc lekceważenie i zwłoki ze strony Potockich, układy spełzające na niczém, małą nadzieję skończenia ugodą, Komorowscy wreszcie uczynili krok stanowczy: wydali manifest w sprawie przeciw Potockim, i otwarcie zadali wojewodzie gwałt i najazd, domagając się sprawiedliwości.
Ważny ten akt brzmi jak następuje:
„Powszechna nieszczęśliwość, rozrzucone po całym kraju różnego gatunku klęski, zatamowawszy w całéj prawie ojczyźnie wszelkie sprawiedliwości kary, wstrzymywały ukrzywdzonych od zanoszenia skarg bezskutecznych, chociaż w nieznośnym ucisku i tykającéj całą powszechność urazie.
„Do tego powzięta długim czasu przeciągiem, baczném wyniknąć mogących trudności przekładaniem niezrażona, przystojnie umówiona, statecznie zachowana, zacnością imion dawniéj już krwią złączonych zrównana, i wszystkiemi duchownemi obrządkami należycie dopełniona wimp. Stanisława Potockiego starosty bełzkiego ku córce mojéj miłość, czyniła nadzieję, że po szkaradnym na dniu l3 lutego w r. 1771 dostatecznie niżéj opisanym uczynku, tak niegdy jwimp. Franciszek Salezy Potocki wojewoda kijowski przerzeczonego wip. starosty bełzkiego ojciec, z pierwszego zapału ochłoniony, sprawiedliwością przeświadczony, sumieniem przekonany, powszechném na ostatek przyznawaniem mu wydanego na taką czynność rozkazu tknięty, dla okazania własnéj niewinności i omyłki wszczętego podejrzenia i mężowi niesłusznie oddaloną żonę, nam rodzicom gwałtownie wydartą córkę przywrócić i jako własną przyjąć synową, ze wszelkich powodów winnego, nie opuści obowiązku; jakoż po śmierci rodziców swoich wielmożny imp. starosta bełzki z obcych powróciwszy krajów, najpierwsze i najusilniejsze przedsięweźmie starania ukochaną i wybraną sobie wynaleźć małżonkę, dla okazania należytego równości szacunku i zdobiącą zacnie urodzonych statecznością umysłu dotrzymania wiary małżeńskiéj, wielu przyrzeczeniami upewnionéj, a co największa, rozmyślnie i dobrowolnie wyrzeczoną przed Bogiem stwierdzoną przysięgą. Z tych to przyczyn nieraz otwarte do ogłoszenia publicznego krzywdy, mnie i całemu obywatelstwu uczynionéj, zawierałem usta i wściągnioną do urzędowego żalenia się cofałem rękę. Lecz gdy zamiast spodziewanego upamiętania zapomniane, a prawie ze wzgardą odrzucone zostały tak skuteczne obowiązki, daléj zaś ani godnych przyjaciół roztropne i łagodne przekładania rzetelnéj nie zyskały odpowiedzi, ani żądana i skutkiem dopełniona w zamilczeniu powolności na przyrzeczonych widocznie omylona staraniach, innego nad podstępną chęć zwłoki nie okazuje końca, wysilona tak długiém oczekiwaniem ustaje cierpliwość, a żal tém więcéj pomnożony i do gruntu serca przenikający na cały świat głos podnosić przymusza. Niech wszyscy widzą i słyszą, jak przemoc dostatkami usilona, odważyła się targnąć na pognębienie równości, jak nadęta duchem wyniosłości zawziętość nie wzdragała się okrutną zapałem swoim z saméj niewinności uczynić ofiarę! Jak zuchwale zgwałcone są prawa bozkie, duchowne, miłości bliźniego i świeckie, publicznego bezpieczeństwa w tak niesłychanym od wieku uczynku, którego rzetelny opis z poprzedzonemi okolicznościami dla okazania niesłusznie potwarzonéj niewinności mojéj i objaśnienia, komu go przyznać należy, do powszechnego rozsądku podaję...
„Blizkie sąsiedztwo i od lat dawnych wzajemnie utrzymywana przyjaźń między jw. ichmość państwem Potockimi wwdztwem (sic) kijowskimi a mną niniejszym żałującym się, podały łatwą sposobność wjmp. staroście bełzkiemu częstego widywania się z córką moją najstarszą, imieniem Gertrudą, i rozpatrywania w jéj przymiotach dokładną troskliwością i nieoszczędnym na przyzwoitą zacności urodzenia edukacyę kosztem moim wydoskonalonych; tych jestność (sic) powszechnie przyznawana, tak względny w sercu wjmp. starosty znalazła szacunek, iż najpewniejszą uszczęśliwienia swego w życiu z nią wspólném wróżąc nadzieję, nie omieszkał objawić nam szczerego przywiązania i rozmyślnie przedsięwziętéj chęci starania się o dożywotnią jéj przyjaźń. Zwykła ludzkość i należyte zacności kawalera poważanie nie pozwoliły odmawiać przyjęcia tak przystojnie oświadczonych żądań wimp. starosty. Nie opuściłem jednak bacznéj przełożyć rady, aby wprzód tych myśli zwierzył się rodzicom własnym, a według ich zdania dalsze zamysłów swoich kierował obroty. Od tych wczesnego wypełnienia lubo pozornie wymawiał się wimp. starosta, że lubo uznaje należyte być do woli rodziców w innych okolicznościach stosowanie się, przecież szczególną obrania stanu i żony wolność sobie samemu przez wielkie względy sądzi być zostawioną, prosząc oraz o zachowanie ścisłego w téj mierze sekretu, upewniał, że przyrzeczone nieraz ojca na własny jego wybór zezwolenie żadnéj spodziewać się nie każe przeciwności, a choćby ta z innych wyniknąć mogła powodów, niepodobieństwo odmiany we wszelkiéj przystojności zaszłego skutku i usilne ułatwić ją potrafią starania; dając jednak czas na zupełne rozmyślenie się tak wimp. staroście, jako i córce mojéj, a przystojnych tylko w obecności naszéj i przytomnych przyjacioł, pozwalając im zabaw, blizko pół roku często powtarzanemi prośbami wymagane żądań wimp. starosty umyślnie zwlekałem uskutecznienie, w spodziewaniu oraz, że ta otwartość długim czasu utrzymywana przeciągiem objawi jwimpp. województwu przedsięwzięte syna ich zamysły. Do téj właśnie chęci stosująca się, gdy mnie doszła wieść pewna, że jwimp. wojewoda uwiadomiony o częstém syna swego w domu moim przebywaniu, kazawszy do siebie zawołać koniuszego i ludzi do téj używanych podróży, pierwszemu utratą łaski i służby, drugim zaś ciężką pogroził karą, jeśliby ważyli się tę sobie tylko wiadomą rozgłaszać okoliczność, ani zaś wimp. staroście zabronił podobnych daléj powtarzać kroków, ani pomienionym ludziom zakazał być mu posłusznymi, wnosić sobie pozornie mogłem w zaufaniu poprzedzoném wimp. starosty upewnieniem, iż lubo jwimp. wojewoda poznawał skłonność syna swego, uznając jednak za niezdrożną, zdał się zezwalać na dopełnienie onéj skutkiem, a szczególnie z jakiéjś wiadoméj sobie przyczyny chciał ją mieć do czasu utajoną. W takiém przeświadczeniu ustawicznie widząc dowody gruntownéj i pozoru odmiany niemającéj stateczności serca wimp. starosty, wzajemną oraz z córki mojéj wyrozumiawszy dla niego przychylność, oddać mu ją w stan święty małżeński przyobiecałem.
„Daléj za poprzedzeniem zaręczyn i wydanym od imć księdza offieyała chełmskiego wspólnie (jako list imci p. starosty pełny najżywszych do zadość uczynienia pobudek wyświadczy) żądanym indultem, po wyjściu niedziel kilku w przytomności własnego parocha ze wszelką przyzwoitością ślub został dopełniony. Niech tu każdy wolną od poprzedzenia (uprzedzenia) zastanowiwszy się myślą, po rozważeniu wszystkich pomienionych okoliczności rozsadzi, czyli rodziców dzieci własne prawem przyrodzoném kochających, a przeto o ich uszczęśliwienie przyzwoitą usilnością starać się zwykłych, pierwiastkowe mniejsze trudności, jakie się często zdarzać nie przestają, zrażać powinny od zezwolenia na złączenie serc czystą i trwałą spojonych przychylnością, zwłaszcza gdy równość urodzenia i wszelkich w ojczyźnie zaszczytów, dojrzałość wieku kawalera, a w niéj wszelkiém prawem należyta obierania stanu i żony wolność, pozór przytém skłonności ojca prawie oczywisty i podobnych wiele przykładów ubezpieczyć mogły, że żadna w tym postępku nie stała się nieprzystojność. Daleko jednak różne i nadspodziewane dało się poznać zdanie jwimp. wojewody kijowskiego; skoro bowiem o ożenieniu syna dowiedział się, po okazanych w początku jawnych mu i przyjaciołom jego urazy i gniewu dowodach, wkrótce łaskawszą niby przywraca postać, zaczyna radzić synowi, aby się nie martwił, ani żadnego, osobliwie przy matce, nie pokazywał znaku pomieszania. Że zaś przerwana od dawnego czasu bytność nasza w domu jw. imci państwa województwa mogłaby w niéj jakie sprawić podejrzenie, pokazawszy mu list własną ręką do nas pisany z zapraszaniem w dom swój, wraz rozkazał podobnyż pisać do żony, usilnie domagając się przybycia, i dokładnie upewnić, że jeszcze rodzice jego o niczém co się stało, nie wiedzą. Z napisanym więc takim na rozkaz swój przez syna biletem wysyła jw. jmp. wojewoda dworzanina swego nazwiskiem Wilczka, z przydaną poszóstną karetą, swojego jednak mu listu nie oddawszy, który za przybyciem w dom mój i podaniem w ręce moje pomienionego tylko do córki mojéj biletu, lubo zmyślnie udawał, iż bez wiadomości jwimp. wojewody z rozkazu tylko samego wimp. starosty przyjechał, przecięż, że poprzedzone (poprzednie) doniesienia upewniały mnie, iż nie jest już tajne jwp. wojewodzie ożenienie syna, bilet zaś jego do żony cale przeciwną rzecz wyrażał, domyślić się łatwo mogąc ułożonego zamysłu, odpowiedziałem tylko przysłanemu, że gdy zajdzie mnie obligacya jw. państwa województwa, natenczas córkę moją, a ich synową, własnym w dom ich odwiozę ekwipażem. Chcąc zaś pewniéj wiedzieć tajemnicę tego posłannictwa, wysłałem umyślnego z listem do wimp. starosty, domagając się rzetelnego objaśnienia, na który wimp. starosta zabronioną już mając innym sposobem pisania wolność, pilnie oraz strzeżony, ołówkiem tylko mi odpisał, w te słowa:
„Nie wiem nic co znaczy, i na jaki koniec był posłany ten człowiek z karetą. Tę karteczkę mi mój ojciec pisać kazał i pokazywał list, który waszmość państwu dobrodziejstwu z zaproszeniem pisał; więcéj o niczém nie wiem; ze mną mój ojciec nic więcéj nie mówił tylko: „Nie turbuj się waść, nie pokazuj po sobie pomieszania, żeby jejmość nie pomiarkowała.“ Jednak przez Trynitarza wypytuje się. Nie wiem jak to długo będzie i na jaki koniec mnie tak menażują. Dobrze się stało, żeście nic uwierzyli téj karecie, i bardzo proszę w ostrożności mieć tę osobę, która życie i zdrowie moje choć w oddaleniu utrzymuje.”
Taki respons skoro mnie doszedł na dniu 4-m miesiąca lutego, chcąc uniknąć spodziewanych daléj w podobnym gatunku kuszenia sposobów, umyśliłem wyjechać do dóbr moich pod Lwów, Nowe Sioło zwanych, zwłaszcza gdy i słabość żony mojéj zbliżenia się do doktorów wymagała. Ale przed samym wyjazdem przysyła jwimp. wojewoda umyślnego z listem tymże, który synowi wprzód pokazywał, (co oczywiście znaczna poprawa daty świadczy), zapraszającym mnie z całą familią na ostatnie dni zapust, chociaż i tu wyraźnie poprzedzonego w liście imp. starosty ostrzeżenia świadectwo pozorne wzniecić mogło podejrzenie: iż omylony pierwszego ułożenia skutek innym dopełnić chęć nie ustaje sposobem. Sądząc jednak, że krok przyjaznéj dosyć czynności, i obecne niezdrożnego postępku wytłómaczenie choćby najzapalczywiéj wszczęte ułagodzić zdołają zamysły, uznałem za rzecz przyzwoitą nie opuszczać tego do uspokojenia onych środka. Odprowadziwszy wiec żonę moją bardziéj jeszcze osłabioną do pomienionych dóbr po uczynieniu należytego o zdrowiu jéj starania, w zamierzoną przynajmniéj sam wyjeżdżając podróż, wysłałem wprzód dworzanina mego dla wynajęcia stancyi w Krystynopolu, który skoro na miejscu stanął, obskoczony od ludzi nadwornych jwpana wojewody, a do koszuli ze ścisłém, jeżeli listów jakich przy sobie nie ma pytaniem się, trzęsiony, wyrwawszy się z rąk ich, gdy mi zajechał drogę i pomieniony z sobą postępek oznajmił, tknięty tak nadzwyczajną nieludzkością, żadnego już skutecznego dla ułagodzenia wygórowanéj zawziętości nie widząc sposobu, w nadziei tylko, że czas dalszy przytępi ją i odmienić potrafi, z tegoż miejsca do wyżéj rzeczonych dóbr moich pod Lwów powróciłem, żadnego warowanéj prawami spokojności nie spodziewając się naruszenia. Lecz mimo wszelką nadzieję odważna na podeptanie najuroczystszych ustaw zuchwałość, nie dopuściła trwałém miłego pokoju cieszyć się używaniem. Drugiego bowiem dnia po powrocie moim, około godziny dziesiątéj w noc, ludzie zbrojni w liczbie znacznéj najeżdżają tenże dom mój, a udając fałszywie zmyślonym językiem odgłos niby wojska rossyjskiego, ludzi służących i poddanych na zwykłą straż przybyłych biotom i postrachem rozganiają, budynek natenczas mieszkalny otaczają, żadnéj nie dopuszczając wycieczki; kilkunastu z pomiędzy nich w strój niezwyczajny przybrani i twarze czernidłem ufarbowane mający, z przeraźliwym hałasem, w te słowa powtarzanym: Kondraty, rubi, wiaży, Koły... wpadłszy do pokoju, w którym ja z żoną i córką przy stoliku siedziałem, między nas kulmi ognia (dawszy), które Opatrznością bozką uniesione w drzewie budynku utkwiły, do mnie samego, żonę i córkę w uprowadzeniu do drugiego pokoju zasłaniającego, powtórnie tak blizko strzelili, że włosy na mojéj głowie zostały naruszone. Przytomnego natenczas urodzonego Łukasza Trzaskowskiego tumult ten zamknięciem drzwi do drugiego pokoju wstrzymać chcącego, za przybiciem gwaltowném tychże drzwi, gdy obaloną na ziemię żonę moją od wymierzonych zasłaniał razów, flintami okrutnie zbili (jako o tém wyraźniéj świadczy obdukcya razów jemu i innym ludziom zadanych, oraz wizya kul w drzewie uwięzłych officione zeznana). Inni pawilon, w którym łóżko okryte było, bronią przebijali, a na ostatek postrzegłszy córkę moją, a żonę wimp. starosty bełzkiego między téjże płci osobami w zalęknieniu stojącą, za uczynionym przez jednego, który ją zapewne znać musiał, okrzykiem w te słowa: „Woźmitie jejo, ona znajet o kondratach,“ jako lwi drapieżni bez względu na płeć i wieku delikatność, między siebie porwali, i tak wysiloną o kilka staj jako znaki utkwione w śniegu, gdzie niegdzie nóg jej, pokazywały, tyrańskim sposobem między końmi wlekli, daléj zaś bez futra i żadnego na przeraźliwe zimno opatrzenia, czyli na saniach, które we wsi widziano, lub inaczéj, uwieźli, wiedzieć dowodnie nie można. Przerażona tak nagłą gwałtownością żona moja, w słabém jeszcze zdrowiu niemąjąca sił zdolnych do ucieczki, ledwie wyczołgawszy się za drzwi po wielokrotném w zamieciach śniegowych zanurzaniu się i upadaniu prawie w pół obumarła, do pobliższéj poddanego swego przywlekła się chałupy, a w rozumieniu, że szczególnie na życie i majątek nasz godzono, pierwsze przynajmniéj chcąc ocalić, w najpodlejszy wiejski dla niepoznaki strój przebrana, temuż poddanemu do Lwowa odwieźć się kazała. Ja zaś, skoro spostrzegłem, iż ukochaną mi porwali córkę, nieznośnym przejęty żalem, ile rozproszonych na prędce zebrać moglem ludzi, wysłałem ich w pogoń za najezdnikami, lecz bezskutecznie, bo ci zaraz za wsią na kilka rozdzieleni partyj w różne dla uniknienia wszelkiéj poszlaki i spodziewanéj pogoni udali się strony; noc przytém ciemna i onéj w téj porze przeciąg dała im sposobność oddalenia się tak, że powróceni ludzie żadnéj pewnéj nie dali mi wiadomości, w którą stronę porwaną uwieźli mi córkę... Czy mógłże już sroższy na udręczenie serc rodzicielskich wynalazek, jako troskliwie wypielęgnowaną, wszelkiemi zacności urodzenia przyzwoitemi ozdobioną przymiotami, w wieku i stanie szczególną korzyść oczekiwanéj w nagrodę podjętych prac i trudów pociechy wróżącemi, tak gwałtownie wydrzeć córkę? Niewzruszona jednak żadnym ulitowania powodem, ani najokrutniejszych zamysłów zręcznie zdarzonym nasycona skutkiem zawziętość, dwojaki jeszcze do pomnożenia w rozpacz prawie pogrążającego nas smutku wynalazła sposób. Najprzód uczynionym przez wimp. starostę bełzkiego na dniu szóstym miesiąca lutego w Krystynopolu przed księdzem jakimś, po imieniu tylko Gabryel wyrażonym, w obecności dobranych świadków manifestem, który on ślub swój, żadnéj niepodległy wątpliwości za nieważny przyznać, w wynajdowaniu indultu, o który sam tak usilnie (jako list wyświadczy) dopraszał się, podejście zadać, oraz najdotkliwsze i najmniejszego pozoru prawdy niemające, z krzywdą honoru naszego odważył się wypisać zarzuty, powtórnie rozsianą dawniéj i dotąd prawie bezwstydnie utrzymywaną wieścią, któréj nikt rozum mający wierzyć nie może, że my rodzice własną córkę uwieść i ukryć kazaliśmy: chociaż najtroskliwszém staraniem i nieoszczędnie łożonym kosztem dotąd nietylko jéj wynaleźć, ale nawet czy żyje, pewnie dowiedzieć się nie możemy.
„Któż z tak rzeczywistego poprzedzających okoliczności wywodu nie rozezna pewnego téj niegodziwéj czynności wynalazcy? Czyliż wnieść można, że poważna osoba, powszechném i ze wszech miar pozorném o tak szpetny uczynek obwiniona porozumieniem, nie miała powinności i skutek pewny sprawić mogących sposobów dla oczyszczenia własnéj sławy (gdyby niesłusznéj potwarzy) wytknąć prawego winowajcę i nam strapionym rodzicom inszą do szukania wydartéj córki wskazać drogę? Alboż czyli przystoi i godzi się mężowi rozmyślnie przedsięwziętém i najsilniejszém staraniem pojętą i wielu najżywszemi ręki własnéj wyrazami o dotrzymaniu przez cały bieg życia zaprzysiężonéj miłości upewnioną żonę obojętnym bez okazania najmniejszéj czułości porzucać losom, a do najprędszego jéj wynalezienia i z tak nieszczęśliwego wyprowadzenia stanu, mocy i władzy swojéj podległych nie użyć środków? przeciwnie owszem oddaleniem ludzi o wykonanie tego uczynku podejrzanych, a przezemnie (na usilne prośby i upewnienia, że będą dotrzymani i w czasie stawieni) objawionych dokładną, w upragnioném o losie córki mojéj dowiedzenia się i żądanéj sprawiedliwości poparciu, czyniąc wipan starosta przeszkodę wyniszcza we mnie ugruntowaną dotąd na szczególném stateczności swojéj zaufaniu, cierpliwość. Tak więc nieznośnym natężonéj przemocy obarczony uciskiem najpierwszą po Bogu znajduję ucieczkę do pełnych wspaniałéj litości serc waszych, rządzący światem monarchowie! Powierzonéj wam namiestniczéj Bóztwa władzy powaga, równym sprawiedliwości wymiarem warowane poddanemu ludowi ocalająca swobody mi teraz skutecznym ratunkiem wydarte, onych przywróci uczestnictwo. Wzywam w szczególności twojéj, najjaśniejszy Stanisławie Auguście królu mój i panie, miłościwéj protekcyi, oraz wsparcia i pomocy od was, przezacni obywatele i prawem przyrodzoném dzieci własne kochający rodzice, tak niesłychany wyuzdaną zuchwałością na mnie wykonany przykład, znalazłszy względne w sercach waszych zlitowanie, każdego słusznie o własne zatrwożyć powinien bezpieczeństwo! Wzywam nakoniec wszystkich w równości stanu zostających, których serca czuciem samém takowéj krzywdy przerażone dokładną uczynić raczą pomoc: dotkliwość bowiem narodowa każdego obywatela tykać się zwykła, a w téj zwykłości jednéj osoby poniżenie jest podobne, co-do równości zniesienie. Krytyczny postępek na jednéj osobie doświadczony, pójdzie podziałem na innych. Niech więc powszechne o wyrządzoną równość obelgę i odważne prawołomstwo skarga sprawiedliwéj a najsurowszéj na wynalazcę i wykonawców tak okrutnego dzieła kary stawszy się powodem, podobnym w przyszłe czasy zapędom najsilniejszą założy tamę, nam zaś strapionym rodzicom szczególnie żądaniu przywrócenia wydartéj córki wyjedna korzyść. Takie skutki świętéj sprawiedliwości chcąc pozyskać, manifestuję się przeciwko zwyż wytkniętym niemniéj osobom niegdy jw. Franciszkowi Potockiemu, wojewodzie kijowskiemu radą, pomocą służącym, z imion i przezwisk teraz mi wyrażonym, wyrazić się jednak w czasie swoim mającym i powinnym, o wzgardę równości i chęć jéj poniżenia wyraźnie okazaną, o gwałtowny domu mojego przez ludzi nasłany umyślnie najazd i najniegodziwsze w nim następstwa na życie nasze, bicia i skaleczenia urodzonego Trzaskowskiego, oraz służących nam ludzi wykonane postępki, o porwanie, uwięzienie i dotąd bez wiadomości nawet czy żyje, ukochanéj nam córki ukrycie, o niesłuszne i fałszywe żadnéj skazie niepodległéj sławy naszéj oczernienie wyżéj wyrażonym manifestem, czego wszystkiego oczewiście dowodzić ofiaruję się.
Jakób hrabia Komorowski, kasztelan santocki, now. podlis. starosta manu propria X in parafa copia perrexit et manu sua subseribit.“
Na ten akt wytaczający sprawę, potrzeba było odpowiedzi. Szczęsny stawał w bardzo przykrém położeniu: musiał w imię rodziny całéj poślubić sprawę imienia i pamięci ojca broniąc, protestować przeciw własnym czynnościom — uniewinniając się — potępiać.
Szczęściem lekki charakter i gorączka młodości nie dawały mu dojrzeć całego ciężaru położenia, ani go surowiéj ocenić. Wyręczano go, nabesztywano, robiono z nim, co chciano.
Remanifest ten z dobrego warsztatu, jak pisze Wiażewicz, mógł się podobać Potockim, zaboleć Komorowskich i ks. kanclerza, ale w opinii publicznéj nie jednał szacunku Szczęsnemu. Ugodą kończąc mógł tego zgorszenia j hałasu niepotrzebnego uniknąć.
Zredagowany przez Wyczółkowskiego, poprawiany przez doradców i prawników, zapewne przejrzany przez p. Kossakowską, wyszedł akt ten drukowany, osobno po polsku i w drugiem wydaniu z tłómaczeniem francuzkiém. My mając przed sobą pierwotny rys ręką Wyczółkowskiego pisany, nieco od wydanego odmienny, dla ciekawości w całości go tu mieścimy, z akt zaś wyjęty dla porównania daliśmy w notach pierwszego wydania...
„Pozwalają naturalne i cywilne ustawy każdemu urażonemu głosić uczynioną sobie krzywdę, uskarżać się na urażającchj i ukarania dopraszać się; ale też ustawy, ale poczciwość, ale wiara prawdziwa chrześciańska, zabrania używać tak świętych praw na oczernienie niewinności, na łudzenie i zwodzenie obywatelów i całego kraju. Manifest jw. pana Jakóba Komorowskiego kasztelana santockiego w grodzie warszawskim dnia dwudziestego ósmego miesiąca stycznia roku teraźniejszego 1773 uczyniony, gdy najprzód niepewny przypadek głosi za pewny, gdy ciemne dotąd okoliczności i niewiadome osoby, głosi za widoczne i sobie znajome, gdy nakoniec niepodobne do wiary rzeczy udaje za prawdziwe i istotne, słusznie mnie pociąga do odpowiedzi, abym milczeniem nie zasłużył sobie na tę naganę, którą ściągnął na siebie tenże jw. kasztelan santocki milczeniem więcéj niż dwóchletniém w krzywdach i gwałtach ojcu mojemu po śmierci dopiero teraz zarzuconych. A najprzód wstręt mi sprawia niejako zarzut, który muszę temuż jw. Komorowskiemu kasztel. santock. przy wstępie swojego manifestu głoszącemu, że powszechna nieszczęśliwość i rozrzucone po całym kraju różnego gatunku klęski zatamowawszy w całéj prawie ojczyźnie wszelki sprawiedliwości kurs, wstrzymały ukrzywdzonych od zanoszenia skarg bezskutecznych, chociaż w nieznośnym ucisku. To prawda, że niektóre jurysdykcye zatamowane i niejako zawieszone były, ale sądy tak ziemskie jako i grodzki lwowski (do których jurysdykcyi wieś Nowosiołki miejsce mniemanéj gwałtowności należała) w czasach przez prawo wyznaczonych zawsze odprawowały się, na których sprawiedliwość mogła mieć swoje uskutecznienie: niechże więc cały naród sądzi niesłychaną śmiałość niedbalstwa tego wymyślonemi i fałszywemi wymówkami ufarbowaną, niedbalstwa o własną córkę, godną ze wszelkich miar starania ojcowskiego. Niech sądzi tenże naród cały, niech sądzą nietylko szlachetni w kraju naszym obywatele, ale wszyscy na świecie rozsądni ludzie, jeżeli ta rodziców niestaranność nie podlega słusznemu podejrzeniu? Niech sądzi potém świat cały, jeżeli przytém o własnéj córce zapomnieniu, można mi tęż samą zadawać przywarę, którą ja sam pierwszy, ale nie jeden w osobach rodziców strofowałem, i do dziś dnia strofuję; tenże sam czas, który jw. Komorowski kaszt. santocki tracił na prywatne w prywatnych domach użalenie, na rozsiewanie nieprzyzwoitych bajek, na podawanie do fałszywych gazet fałszywszych jeszcze punktów, ten sam święty, że tak rzekną, czas powinienby obrócić na odkrycie ludzi podejrzanych, na ściganie krzywdy i krzywdzących. Ale kogo wtenczas miał jw. Komorowski k. s. w podejrzeniu? zaiste nie ojca mego (tu dodano słów kilka, a daléj to co następuje opuszczono aż do znaku). Można w téj mierze wierzyć listowi jwim. księdza Młodziejewskiego biskupa poznańskiego, kanclerza wielkiego koronnego, przyjaciela domu jww. Komorowskich, pisze on w liście swoim d. 18 miesiąca stycznia, roku przeszłego 1772, z Warszawy do ś. p. ojca mojego w te słowa: „że jpan Komorowski siedzi w Warszawie spokojnie o jwpanu nic nie mówi, powiada tylko że ma krzywdę, a nie wie od kogo.“ Nie wywinia (sic) jw. Komorowskiego od tego milczenia przemoc dostatkiem usilna ś. p. ojca mojego, która gdyby nawet była przy zaletach kredytu u narodu, miłości wzpółobywatelów, których równością się szczycił, nigdyby go bronić nie potrafiła, gdyby mu niezarzucony za życia jego gwałt i naruszone publiczne bezpieczeństwo dowiedzione były. Okoliczności poprzedzające spisane w wyżéj wspomnionym manifeście o gwałt, nic obwiniają ani mnie, ani ojca mojego (tu redakcya zmieniona). Rzecz jest naturalna młodemu człowiekowi zjeżdżać tam, gdzie cel miłości jego, rzecz jest naturalna ojcu nieżyczącemu sobie takiego syna postanowienia własnym układom przeciwnego przeszkadzać, podobnych podróży zakazywać, i zabraniać do nich usługi własnym swoim ludziom; — rzecz jednak nienaturalna i wcale nieroztropna nie miarkować z takowych postępków rodziców niechęci, rzecz przeciwna rozsądkowi i przystojności nie znosić się w podobnéj mierze z ojcem moim, ile żyjąc (jak sam świadczy manifest) w dawnéj przyjaźni. Większa więc w téj mierze wina rozsądnego i dojrzałego w lata człowieka, niżeli młodego na świat wychodzącego, i mało co podejścia i zdradliwe sztuki znającego; nic zaiste piękniejszego niż te uwagi, które w manifeście swoim jw. Komorowski o postanowieniu dzieci, o obowiązkach uszczęśliwienia onychże wykłada, ale gdyby miłość własna nie zabraniała siebie samego uskarżać, przyznałby jw. kasztelan santocki, że (następne wyrazy przekreślone — że szczególniejsze pobudki z jego samego strony do zakończenia cichego i ukrytego przed rodzicami moimi ślubu były z powodu majątku onychże i nadziei zysku). Zostawuję sądowi ważność ślubu wspomnionego, któremu podałem z ufnością przyczyny gruntowne nieważności jego, i odbiorę z posłuszeństwem wyroki tegoż. Okoliczności nieszczęśliwego przypadku dnia 13 miesiąca lutego w roku 1771 rozgłoszone, jeżeli nie podpadają zupełnemu niepodobieństwa, przynajmniéj zbliżają się do niego, czas sam prawdę odkryje, i nikt tego odkrycia pożądaniéj odemnie nie czeka, skutki tego ogłoszonego nieszczęśliwego przypadku takowe są, że o samym przypadku wątpliwości sprawują, niewiadome drogi, któremiby uwieziona była córka jw. Komorowskiego, niewiadome osoby, nieodkryte ciągle ślady równie dziwią, jak dziwi nieszczęśliwy przypadek!
Przywiedziony w manifeście wspomnionym jw. kasztelana santockiego mój bilet ołówkiem pisany, okazuje, jakich byłem delikatnych sentymentów; obawiałem się poniekąd przykrości dla jww. Komorowskich u rodziców moich, ale takiéj przykrości, która się zwykła między zacnymi ludźmi kończyć na wymówieniu sobie żalu, na słowném oświadczeniu niechęci. Zwiedziona młodość moja powabami panny, zdradzone wszelkie sąsiedztwa i przyjaźni prawa każdego ojca w każdym kraju gniew wzbudzić powinny; listy z rozkazu ojca mojego pisane, i sam list na zapusty proszący w téj myśli posłane były, aby przerwana bytność jwp. Komorowskich podejrzenia jakiego ś. p. matce mojéj nie sprawiła (a przytém by sposobność uczyniły do ustnego między rodzicami ułożenia). Podejrzany był także ś. p. ojcu mojemu wysłany od jw. Komorowskiego człowiek, nietylko z przyczyny ukrytego ślubu, ale nawet z przyczyny grasującego powietrza. Umarł ojciec mój martwiąc się zawsze niepomyślném mojém postanowieniem, umarł w nadziei, że sąd uznawszy nieprawość ślubu, rozwiąże węzły, któremi zniewoloną młodość skrępowano, wiedział o tém, co w prywatnych rozmowach kalumnia rozgłaszała, ale widząc szkalowania same, żadnym niewsparte prawnym krokiem, wzgardzał, jak zwykli ludzie rozsądni i zacni wzgardzać nieuważne mowy. Powróciłem z cudzych krajów, i mając przed oczyma jwp. Komorowskich prawdziwych ojca mojego nieprzyjaciół świeżą pamięć niezmiernie dla mnie dotkliwą, ostygłem wprawdzie w tém przywiązaniu, które do nich („z litością nawet” wyrazy zmazane) miałem, ale zdając się wolnym od obowiązku przyjaźni nie rozumiałem się być wolnym od obowiązków poczciwości i ludzkości, szczerze ten interes kompromisem zakończyć umyśliłem, ile po tak długo zaniedbanym od samych jwp. Komorowskich czasie nie mając żadnego łatwiejszego i prędszego sposobu w opuszczonéj i zaniechanéj sprawie dochodzenia prawdy. Mogę wziąć na świadectwo sprowadzonych tak odemnie jako i jwp. Komorowskich do zakończenia wspomnionego interesu przyjaciół, którzy niezawodnie wyznają, z jakową łatwością do umiarkowania wspólnego skłaniałem się, względy moje pochodzące z szacunku równości, w któréj wychowany byłem, przypisywano bojaźliwéj jakowéjś troskliwości, i staranie moje około skończenia przykrego dla mię interesu płochość i rezolucya zerwała; nie zaniedbałem nawet tych kroków, które w mojéj były mocy, abym dowiadywał się o bytności córki jw. Komorowskiego, i na ten koniec w różne miejsca posyłałem umyślnych ludzi, i dotychczas w téj saméj zostając myśli, uprosiłem jww. biskupów, aby po swoich dyecezyach procesa wydali, obowiązując wszystkich obywatelów do wydania osób o tę awanturę posądzonych, a najbardziéj do wynajdowania miejsca i osoby córki jw. Komorowskiego. (Ludzi o wykonanie tego występku posądzonych anim namawiał do schronienia, ani też nikogo ochraniać nie myślę, i to com przyrzekł, dotrzymać obiecuję, i co tylko sprawiedliwość wyciągać będzie, uczynię, nie pomnąc na to, że zuchwałością i zawziętością staranność i pilność moją dobrowolną nagradzano mi. Te moje postępki, które w każdym czasie gotów jestem jak najsolenniéj i oczywiście dowodzić, nie uśmierzają jw. kasztelana santockiego, który nie tak sprawiedliwością, jak bardziéj zawziętością uwiedziony, nie tak córki szuka, jak bardziéj zazdroszczonego od przodków i ojca mojego z niemałą pracą zebranego, a mnie zostawionego majątku ściga). Wymawia mi, a bardziéj ojcu mojemu zdeptaną równość, a nie uważa, że tę świętą równość sam zgwałcił, kiedy nie do prawa narodowego, ale do różnych protekcyj udawał się i pokilkakroć razy u cudzoziemskich monarchów szukał pomocy, a po odmówieniu téjże do sądu przyzwoitego odesłany, szuka tylko zemsty w zapalaniu i poduszczaniu wszystkich obywatelów szkalującemi swego manifestu punktami, zrywa spokojność i jedność pospolitą, wzrusza nawet popioły ojca mojego i zmarłemu odpoczynku nie daje, tudzież niewinność wszelkiemi prawami ubezpieczoną szarpie i targa; wszystkie więc zarzuty jw. Komorowskiego kasztelana santockiego, kalumnią tchnące, na majątek od Boga rodzicom moim udzielony, a mnie zostawiony czyhające, jako fałszywe i żadnego fundamentu niemające w sądzie i czasie przyzwoitym jw. Komorowskiemu wstyd niesłychany, a mnie oczyszczenie przyniosą, o co podług prawa czynić starania nie przestanę.“
Zmieniono znacznie ten manifest, gdy go przyszło do akt podawać, wyrzucono z niego wspomnienie o liście przez Młodziejowskiego pisanym, zastępując ogólnikiem, złagodzono co do formy zarzuty chciwości i czyhania na majątek uczynione w nim Komorowskim, ale też dodano wiele bolesnych wyrzutów; wszystko poczytując za potwarz i niegodnie raniąc serce ojca wymówką niedbalstwa o los własnego dziecięcia. Potocki wystawił w nim siebie jako uwiedzionego, Komorowskich jako spekulatorów chciwych majętności i potwarców, nie szczędząc im wcale i gorzko im zadając niedelikatność ich postępowania; okazywał, że oni go niemal do ożenienia zmusili, że ślub stal się prawie mimo jego woli, że się z nim targowano chcąc go po prostu obedrzeć.
Proces rozpoczął się w sposób gorszący.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.