Starościna Bełzka/II

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Starościna Bełzka
Data wydania 1879
Drukarz Józef Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
II.

Do najstarszych w Polsce rodzin policzyć można przeważnego już znaczenia w początkach XVII i XVIII wieku familię Pilawitów Potockich; krzyż ich herbowny wprawdzie nie zjawia się tak rychło jak Jastrzębiec i Srzeniawa, ale już w XII i XIII wieku na jaw w dziejach wychodzi. W szlachectwie naszém, gdzie nie imię od mienia wzięte, ale herb szczyt rodziny stanowi, Pilawa wprzódy się wsławia na tarczy Moskorzowskich niż Potockich, wprzód może wydaje familię Tworowskich dziś tak jak zgasłą, niż wsławionych późniéj Potockich. Rozrodzona rodzina Pilawitów poczyna, jak u nas pospolicie, od imion (majętności) brać nazwiska rodowe, i tak powoli wyróżniają się z łona jednego pokolenia, najprzód Moskorzowscy, Tworowscy, może Borowscy nawet, aż ze Złotego Potoka mianują się niektórzy Potockimi, i ród ich najprzód ukazuje się w gnieździe krakowskiém.
Przodkiem mistycznym całego domu Pilawitów wspólnym jest niejaki Żyrosław, postać legendowa, którą heraldycy nasi umieścili w XIII wieku. Ten, jak podanie głosi, dobić się miał herbu swego w wojnie z pogańskimi Prusakami, i półtrzecia krzyża oznaczać ma dwa przezeń otrzymane zwycięztwa i ubicie hetmana, które za pół trzeciego stało. Niesiecki dosyć słusznie od herbu Pruss wywodzi Pilawę, krytykując ten pomysł poprzedników swoich; nietylko bowiem — w sposób, jaki on przywodzi — powstać z niego mogła nadaniem monarszém, ale przy rozrodzeniu, jak się często trafiało, za dobrowolną zgodą familii i tu zrobić się to mogło, że bracia jeden krzyż, drugi półtora, trzeci półtrzecia, dla rozróżnienia potomków a zachowania pamięci pochodzenia pobrali, jak Porajczykowie różnobarwne róże swoje.
Jakkolwiekbądź, nad wiek XIII trudno daléj sięgnąć szukając pierwiastków Pilawy, co ją od wielu herbów pruskich późniejszą czyni, i do tego odnosi czasu, gdy największa liczba herbownych szczytów u nas powstała, na wzór podobno zachodni ukształtowanych.
Od tego Żyrosława, pierwszego przodka, rozrastają się późniéj rodziny Moskorzowskich, Tworowskich, Buczackich, Kamienieckich, Pilawskich, Żelisławskich i wielu innych.
Złoty Potok, gniazdo pierwotne familii, jak widać z dziesięciny do Jędrzejowa składanéj, istniał już w XII wieku, razem z Borową, z któréj pisali się Pilawitowie Borowscy, inna gałąź téjże rodziny. Z razu nie wznosi się familia zbyt szybko i gwałtownie, rośnie w cieniu powoli; Jan z Potoka zjawia się na dworze Elżbiety Węgierskiéj, Włostko w XIV wieku kasztelanem wiślickim; pochwala ich nasz Niesiecki, że zawsze szanowali równość szlachecką, powiadając o nich: „Lubo od początków swoich, w najpierwszéj w téj ojczyźnie godności kwitnęła familia Potockich Pilawitów, przecież równość z drugimi tak kochali zawsze i świątobliwie obserwowali, że się egzotycznym tytułom i chlubnym z cudzych krajów przywożonym prerogatywom książąt, hrabiów, margrabiów, lubo się do nich wpraszały i nieraz, pomieścić nie dopuszczali.“
Jeszcze za Zygmunta I. rodzina ta nie była się ani do wysokich godności, ani do wielkiego znaczenia podniosła; liczyła się do dobréj, staréj zamożnéj szlachty, nic więcéj. Kolligacye ich z razu skromne, illustracye maluczkie: Bernard opatem w Jędrzejowie; potém imiennik jego wsławia się męztwem i przymiotami dobrego żołnierza w r. 1512, w wyprawie na Tatary, pod Wiśniowcem; wreszcie Jakób, syn Macieja, chorążego krakowskiego, który się rycerskiego rzemiosła uczył z młodu za ostatniego z Jagiellonów, zostaje marszałkiem dworu Zygmunta Augusta.
Z początku i długo potém jeszcze, więcéj to żołnierze niż dyplomaci — szabliska i serca mężne. Począwszy od XVI wieku rośnie rodzina przez związki, przez urzędy piastowane, i nagle do coraz większego podnosi się znaczenia. Wyliczyć ta sławniejszych bodaj mężów z tego rodu niepodobna; były to czasy i dla kraju, i dla pojedynczych rodzin szczęśliwe, urodzajne w ludzi, bogate w cnoty.
Wielkości i przewagi dorabiano się krwią własną, poświęceniem, zasługą, nie szablami najętéj szlachty na sejmikowych zjazdach... Tak przyszedł do sławy i łaski królewskiéj wojewoda bracławski, nad którego lepszego żołnierza, bieglejszego wodza i wierniejszego sługi nie miał Zygmunt III. Jego sprawy w Inflantach, z Tatary, Wołoszą i rokoszami szeroko opisują historycy. Cała wówczas liczna już rodzina Potockich stała przy królu: Jan, Jędrzéj i Jakób, i im zwycięztwo odniesione pod Guzowem przypisywano. Bracia Jana, jak on, żołnierze byli dzielni, i nie schodzili prawie z placu. Za jego czasów, niejako tradycyą familijną stało się wojenne rzemiosło, i świątobliwa żona Jędrzeja, kasztelana kamienieckiego, mawiała natchniona przeczuciem pobożném, że póty Pilawitowie kwitnąć nie przestaną, dopóki skarb koronny w ten dom nie wnijdzie, to jest dopóki z hetmanów i żołnierzy, na dworaków i ministrów się nie zmienią. Nie wiem, czy skutkiem tego podania, czy z innego powodu, żaden Potocki nie starał się nigdy o podskarbiowstwo, i w szeregu urzędników nie znajdujemy tego imienia; jedni za to po drugich hetmanili wojskom Rzeczypospolitéj, stale trzymając się zawsze partyi królewskiéj i dworskiéj, nie mieszając się do fakcyj domowych, co także do ostatnich niemal czasów było prawidłem postępowania dla całéj rodziny.
Stanisław zwany Rewerą, od łacińskiego przysłowia, którego często używał, był jednym z najznakomitszych rodziny bohaterów. Pod Guzowem ze stryjami począwszy pierwsze pole, zaprawiwszy się przy boku starych żołnierzy, już z placu nie schodził i dorobił się w końcu buławy hetmańskiéj, którą mu już sześćdziesięcioletniemu na drodze do Lwowa, chłopek orzący nad gościńcem wyprorokował, oddając wyoraną starą i zardzewiałą z jakiegoś pobojowiska buławę.
Wziął ją w ciężkie czasy po Kalinowskim zabitym pod Batowem, najprzód mniejszą, potém wielką po Mikołaju Potockim, i silną dźwigał dłonią. Śmierć jego piękna, jak życie: konający już, pytającym go, czyby nie cierpiał? odpowiedział z uśmiechem spokojnym:
„Śmierci się nie lękam, bom jéj sam nieraz dla Boga i ojczyzny w wielu szukał potrzebach.“
I z wiarą głęboką tak wizerunek Ukrzyżowanego uścisnął w dłoniach zastygających, że mu już zmarłemu ledwie go z rąk dobyć było można. Wielki istotnie mąż; w nim rodzina Potockich wydała ideał swój, którego żaden z następców już dosiądź nie umiał; mniéj pan i dworak niż żołnierz, pracował krwią i potem życie całe, nie chlubiąc się, i re vera na buławę i sławę poczciwie zarobił.
Jeszcze światłem podobném jaśnieje Jędrzéj II. kasztelan krakowski i hetman polny koronny, do rycerskiego wcześnie wprawiony rzemiosła, człowiek wielkiego znaczenia i powagi, który w czasie wiedeńskiej wyprawy namiestnikiem w kraju był zostawiony przez Sobieskiego, a syn jego Stanisław na czele ojcowskiego i familijnego półku, pod murami tego grodu życie w ofierze położył. Hetmanią tak godni imienia wielkich jakie im dawali Turcy, Stanisław, Feliks, Mikołaj, Jędrzéj, Józef wreszcie, pokrewniając się z najznaczniejszemi domami w Polsce, rosnąc powoli w bogactwa niezmierne, w znaczenie, rozprzestrzeniając swe wpływy, niezmiennie trzymając się dworu królów i strony rządowéj, przeciw któréj aż do Poniatowskiego prawie nie widzimy ich w oppozycyi nigdy. Ale od Rewery, do ostatnich, których wymieniliśmy, w charakterach tych zawsze jeszcze wielkich i wspaniałych postaci, jest różnica wielka. Wpół żołnierze jeszcze, ale już na pół dworacy, wychowani z cudzoziemska, ciągle obcujący z królami i książęty, z którymi na równi stawi ich majątek i imię głośne, Potoccy podnosząc się w majętności i przewagę, licząc się do pierwszych w państwie rodzin, przybierają coraz wyrazistsze cechy dyplomatów, dworaków. Ze szlachty rycerskiéj, jaką byli w początku, stają się panami; z hetmanów mężnych, politykami przebiegłymi.
Wszakże wszystko to jeszcze figury majestatyczne, wielkiego uroku, synowie kraju wylani na jego usługi, wierne i gorliwe dzieci Kościoła, których ręką dźwiga się mnóztwo świątyń i klasztorów, których kosztem wznoszą się mnogie twierdze i szańce.
Nieprzerwane prawie powodzenie rodziny, którą każdy dzień wyżéj podnosił, pomnażając jéj mienie i zasługi, niewychodzące z niéj buławy i najwyższe dygnitarstwa koronne, ogromne dobra, któremi władała, niewyczerpane bogactwa przysporzone gospodarnością — musiały wreszcie wzbić w dumę, która jest pierwszym stopniem ruiny moralnéj, wiodącéj za sobą niechybnie i materyalny upadek. Pod koniec XVII i XVIII wieku Potoccy dotąd bez żadnego tytułu cudzoziemskiego, bo się hrabiami nie tytułowali w urzędowych pismach do Stanisława Augusta, réj jednak wodzili w arystokracyi polskiéj, z którą licznemi węzły byli połączeni, i codziennie rośli w przemożność. Dom ten w końcu rozrodzony bardzo, podzielił się na dwie główne linie, zwane hetmańską i prymasowską, i zajął wielkie stanowisko w kraju, nietyle już rycerskiemi zasługami, co senatorskiemi urzędy, utrzymując się na nim, tak, że w ostatkach panowania Sasów przypisywano im zamiar starania się o koronę dla jednego z członków familii.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.