Spowiedź ziemi (Łepki, 1913)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bohdan Łepki
Tytuł Spowiedź ziemi
Pochodzenie Antologia współczesnych poetów ukraińskich
Data wydania 1913
Druk Księgarnia Wilhelma Zukerkandla
Miejsce wyd. Lwów — Złoczów
Tłumacz Sydir Twerdochlib
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Indeks stron
SPOWIEDŹ ZIEMI.

Umarło słońce. Cieni mrok
Przywala całą ziemię.
Wysłaniec nocy, szary mrok
Na rżyskach legł i drzemie.

Głęboki, głuchy huczy szum
I z lasu w dal pomyka.
Jak bezkresnego smutku tum,
Jest świat ów bez promyka.

Z gęstwiny wyszedł głodny wilk
I wpił swe ślepie w sioło.
Już dnia ostatni pogwar zmilkł
I ciemna noc wokoło.

Z krzyżami wszczyna senny łęg
Swe nocne rozhowory —
I spowiedź czyni łanów jęk,
Słuchają dębów bory.

I mówią łany, że od lat
Człowieka żywcem żarły,
Że ludzki, krwawy pot w nie padł,
A w nędzy wsie pomarły.

Z nieszczęsnych rabów resztki sił
Wyłudza łan ten wraży,
Za tyle żertw ów grzeszny ił
Plewami ludzi darzy.


A człek się trudzi noc i dzień
I spływa potem niwa,
A śmierć wciąż tnie i kosi w pień,
A dola trud wydrwiwa.

»O nie karz, Panie, wedle win,
Zapomnij mnogie zbrodnie!
W dobroci odpuść grzeszny czyn
I sądzić chciej łagodnie!«


I kajał się drzemiący staw
I rzeki i jeziora,
Że latem szły na pola wpław, —
Jak śmierć szerząca zmora.

I po próżnicy pośród mąk
Zniszczało tyle siły
Tych krwawych, biednych, chłopskich rąk,
Nim rżyska zarodziły…

A człek się trudzi noc i dzień
I spływa potem niwa,
A śmierć wciąż tnie i kosi w pień,
A dola trud wydrwiwa.

»O nie karz, Panie, wedle win,
Zapomnij mnogie zbrodnie!
W litości odpuść grzeszny czyn
I sądzić chciej łagodnie!«


I spowiedź czyni w jeden chór
Przepaska puszcz daleka,
Że rósł chciw ludzkiej szkody bór —
Nie dla pożytku człeka!

Że pułap chat spróchniały był,
Przegniły drzwi bez mała,
Że Męka z krzyża spadła w pył,
A gałąź — już czekała…

Że gdy pod stropem drżących gwiazd
Sieroty w mrozy krzepły,
Jako te ptaki, co bez gniazd:
Bór skąpił watry ciepłej.

A naród w trudzie noc i dzień
I spływa potem niwa,
A śmierć wciąż tnie i kosi w pień,
A dola trud wydrwiwa.

»O nie karz, Panie, wedle win,
Zapomnij mnogie zbrodnie!
W miłości odpuść grzeszny czyn
I sądzić chciej łagodnie«.

I starych mogił w groźny mrok

Poczyna się rozmowa,
A śmierć oskrzydla ciemny stok,
W milczeniu łowi słowa.


Kurhany jęczą: »dzień i noc
Nas pomsty szatan gnębi
Za męki, za pożarów moc,
Ukrytą w naszej głębi.

Za wstyd, za zdradę bratnich spraw,
Za krwią zbroczone palce,
Za podeptanie świętych praw
Rycerzy, padłych w walce;

Ku wyzwoleniu szli przez skon,
W stalowych zbroić blasku —
Lecz przed wieczności zaszli tron,
Nie doczekawszy brzasku.

A sława śpi, na mieczach stu
Złożona w krwawe łoże ― ―
Sprawiedliwości nie masz tu! ―
O przebacz, nie karz, Boże!«

A naród walczy noc i dzień
I płonie krew, jak lawa,
A śmierć wciąż tnie i kosi w pień,
A los się naigrawa!

Straszliwy grzech, okropne zło,
Nie spłaci go pokuta!
Szeleszczę dąb, dygoce źdźbło:
Grom kryje chmura łuta…


∗                ∗

Ta noc burzliwa naszych pól
Powiła mię w rozterce
I wszystek smutek swój i ból
Włożyła w moje serce.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Bohdan Łepki i tłumacza: Sydir Twerdochlib.