Strona:PL Turgeniew - Ojcowie i dzieci.djvu/260: Różnice pomiędzy wersjami

Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
 
Status stronyStatus strony
-
Przepisana
+
Skorygowana
Treść strony (załączany fragment):Treść strony (załączany fragment):
Linia 1: Linia 1:
rozwijała się szybko, jak to zwykle się dzieje przy zazakażeniach chirugicznych. Nie tracił jeszcze pamięci i rozumiał, co mówiono do niego: jeszcze stawiał opór. „Nie chcę bredzić, — szeptał ściskając pięście, — nie chcę!“. I zaraz potem mówił: „Jeżeli od ośmiu odejmę dziesięć, ile pozostanie?“ Wasil Iwanowicz chodził, jak obłąkany, doradzał to jeden środek, to drugi, a nic więcej nie robił, tylko raz po raz okrywał synowi starannie kołdrą nogi. „Owinąć w zimne prześcieradła... Dać na wymioty... Puścić krew...“ powtarzał od czasu do czasu. Doktor, który został na jego prośby, przytakiwał mu, poił chorego limonjadą, a sam prosił to o cygaro, to o kieliszek wódki dla „rozgrzewki“. Arina Własjewna siedziała na niskiej ławeczce koło drzwi i tylko kiedy niekiedy odchodziła, aby pomodlić się; kilka dni temu wypadło jej z rąk lusterko i stłukło się, a ona to zawsze uważała za zły prognostyk. Tymoteicz pojechał do Odincowej.<br>
+
rozwijała się szybko, jak to zwykle się dzieje przy {{korekta|zazakażeniach|zakażeniach}} chirugicznych. Nie tracił jeszcze pamięci i rozumiał, co mówiono do niego: jeszcze stawiał opór. „Nie chcę bredzić, — szeptał ściskając pięście, — nie chcę!“. I zaraz potem mówił: „Jeżeli od ośmiu odejmę dziesięć, ile pozostanie?“ Wasil Iwanowicz chodził, jak obłąkany, doradzał to jeden środek, to drugi, a nic więcej nie robił, tylko raz po raz okrywał synowi starannie kołdrą nogi. „Owinąć w zimne prześcieradła... Dać na wymioty... Puścić krew...“ powtarzał od czasu do czasu. Doktor, który został na jego prośby, przytakiwał mu, poił chorego limonjadą, a sam prosił to o cygaro, to o kieliszek wódki dla „rozgrzewki“. Arina Własjewna siedziała na niskiej ławeczce koło drzwi i tylko kiedy niekiedy odchodziła, aby pomodlić się; kilka dni temu wypadło jej z rąk lusterko i stłukło się, a ona to zawsze uważała za zły prognostyk. Tymoteicz pojechał do Odincowej.<br>
 
{{tab}}Niedobra była ta noc dla Bazarowa.., okropna gorączka męczyła go. Nad ranem zrobiło mu się lepiej. Poprosił matkę, żeby go uczesała, pocałował ją w rękę i wypił parę łyków herbaty. Wasil Iwanowicz odzyskał nieco otuchę.<br>
 
{{tab}}Niedobra była ta noc dla Bazarowa.., okropna gorączka męczyła go. Nad ranem zrobiło mu się lepiej. Poprosił matkę, żeby go uczesała, pocałował ją w rękę i wypił parę łyków herbaty. Wasil Iwanowicz odzyskał nieco otuchę.<br>
 
{{tab}}— Chwała Bogu! — mówił, — nastąpiła kryzys. Kryzys minęła.<br>
 
{{tab}}— Chwała Bogu! — mówił, — nastąpiła kryzys. Kryzys minęła.<br>

Menu nawigacyjne