Strona:Klemens Junosza-Kłusownik.djvu/90: Różnice pomiędzy wersjami

Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
 
Status stronyStatus strony
-
Skorygowana
+
Uwierzytelniona
Nagłówek (noinclude):Nagłówek (noinclude):
Linia 1: Linia 1:
  +
{{c|—   84   —}}
Treść strony (załączany fragment):Treść strony (załączany fragment):
Linia 1: Linia 1:
{{tab}}„Co ci wiadomo o kradzieży drzewa?“<br />
+
{{tab}}„Co ci wiadomo o kradzieży drzewa?“<br>
{{tab}}„Juści wiadomo, że to niczyja sprawka, jak Mateusza Sikory.“<br />
+
{{tab}}„Juści wiadomo, że to niczyja sprawka, jak Mateusza Sikory.“<br>
{{tab}}„Widziałeś?“<br />
+
{{tab}}„Widziałeś?“<br>
{{tab}}„Widzieć nie widziałem, ale wiedzieć to wiem, bo on na takie interesy maj ster pierwszy.“<br />
+
{{tab}}„Widzieć nie widziałem, ale wiedzieć to wiem, bo on na takie interesy majster pierwszy.“<br>
{{tab}}„Powiedz mi świadku, kto ci podbił oko? czy nie ten sam człowiek, który drzewo kradł?“<br />
+
{{tab}}„Powiedz mi świadku, kto ci podbił oko? czy nie ten sam człowiek, który drzewo kradł?“<br>
{{tab}}„W służbie leśnej, prześwietny sądzie, taka przygoda częsta, ale w tem zdarzeniu nie złodzieje mi znak na gębie zostawili...“<br />
+
{{tab}}„W służbie leśnej, prześwietny sądzie, taka przygoda częsta, ale w tem zdarzeniu nie złodzieje mi znak na gębie zostawili...“<br>
{{tab}}„Któż więc?“<br />
+
{{tab}}„Któż więc?“<br>
{{tab}}„A to dopraszam się łaski prześwietnego sądu... przemówiłem się z żoną...“<br />
+
{{tab}}„A to dopraszam się łaski prześwietnego sądu... przemówiłem się z żoną...“<br>
{{tab}}W sali zrobił się szmer, nawet ponury Mateusz uśmiechnął się pod wąsem.<br />
+
{{tab}}W sali zrobił się szmer, nawet ponury Mateusz uśmiechnął się pod wąsem.<br>
{{tab}}„Niechże świadek opowie szczegółowo, co mu o kradzieży wiadomo.“<br />
+
{{tab}}„Niechże świadek opowie szczegółowo, co mu o kradzieży wiadomo.“<br>
 
{{tab}}„Dużo mi wiadomo, prześwietny sądzie! Spałem sobie nieco, jako że była noc, aż słyszę piesek mój szczeka, zaraz poznałem, że w lesie są złodzieje. Odziałem się w kożuszynę, wziąłem strzelbę dla życia swego obrony, siekańcami była nabita, i wyszedłem przed dom. Cichość była, a z daleka kołacze coś raz za razem, właśnie jakby ktoś drzewo ścinał. Jeno nie ścinał, jak to ludzie robią, tylko dziabał raz za razem, nie mocno, żeby wielkiego łoskotu nie robić. Właśnie że to było akurat w moim obrębie,
 
{{tab}}„Dużo mi wiadomo, prześwietny sądzie! Spałem sobie nieco, jako że była noc, aż słyszę piesek mój szczeka, zaraz poznałem, że w lesie są złodzieje. Odziałem się w kożuszynę, wziąłem strzelbę dla życia swego obrony, siekańcami była nabita, i wyszedłem przed dom. Cichość była, a z daleka kołacze coś raz za razem, właśnie jakby ktoś drzewo ścinał. Jeno nie ścinał, jak to ludzie robią, tylko dziabał raz za razem, nie mocno, żeby wielkiego łoskotu nie robić. Właśnie że to było akurat w moim obrębie,

Menu nawigacyjne