Sonety (Shakespeare, 1922)/XXXIV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor William Shakespeare
Tytuł XXXIV
Pochodzenie Sonety
Data wydania 1922
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska“
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Jan Kasprowicz
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
XXXIV.

Czemuś mi przyrzekł piękny dzień, żem w drogę
Wyszedł bez płaszcza, a tu mnie schwyciły
Niskie obłoki tak, że już nie moqę
Widzieć tych cudów w mgle ukrytych zgniłej?
To nie wystarczy, że rozedrzesz chmury,
By mi wysuszyć lice, wysmagane
Deszczem. Bo gdzież jest taki człowiek, który
Maść by pochwalił, gdy zgoiwszy ranę,
Zostawia bliznę? Wstyd twój nie uleczy
Mojego bolu ni twa skrucha; mamy
Słabą w tem ulgę, jeśli zabieg człeczy
Przykrej nam z wnętrza nie usunął szramy.
Przecież łzy twoje to perły bogate,
One mi wszystką wynagrodzą stratę.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: William Shakespeare i tłumacza: Jan Kasprowicz.