Skrzydlaty złoczyńca/5
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Skrzydlaty złoczyńca |
| Pochodzenie | Rzecz czarnoleska |
| Wydawca | Wydawnictwo J. Mortkowicza |
| Data wyd. | 1929 |
| Druk | Drukarnia Naukowa T-wa Wydawniczego |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały cykl Cały tekst |
| Indeks stron | |
Szczekające samochody, trzaskające motocykle fastrygowały drutem bruk, twardym szyły go ściegiem. Z gmachu parlamentu do prezydjum rady ministrów trzeba było jechać naokoło, gdyż Łuk Aleksandra zabarykadowali powstańcy. Byłem wtedy szoferem jednego z trzynastu Iwanów Groźnych, którzy rządzili Metropolją. Klątwa wisiała nad martwym dwurzędem domów żółtych i szarych. Salwy biły wzdłuż ulic sąsiednich. Z nieziemską słodyczą myślałem o wolności. Syczące niebezpieczeństwo niepokoiło zlekka, lecz ja rozpływałem się w uśmiechu na myśl o tem co czynię. O, różowe likiery! O, kwietniowe niedziele! O! poeci w tem mieście! O, dni moje! burzliwe, gwałtowne, rozmodlone, omdlałe, wzniosłe, rozkochane dni tancerza!
Bez szwanku dojechaliśmy do prezydjum. Gdy władca wszedł do pałacu, zostałem na pustej ulicy sam. Ucichło. Ucichłem. Rozfalowała we mnie tęsknota, jak spieniona woda głęboka.
— Muszę iść daleko — tam — prosto — prosto — muszę iść. Samochód zostanie tu, a ja sobie pójdę. To takie proste.
Idę już, idę, rozfalowana tęsknoto moja!