Skrzydlaty złoczyńca/2
| <<< Dane tekstu >>> | |
| Autor | |
| Tytuł | Skrzydlaty złoczyńca |
| Pochodzenie | Rzecz czarnoleska |
| Wydawca | Wydawnictwo J. Mortkowicza |
| Data wyd. | 1929 |
| Druk | Drukarnia Naukowa T-wa Wydawniczego |
| Miejsce wyd. | Warszawa |
| Źródło | Skany na Commons |
| Inne | Cały cykl Cały tekst |
| Indeks stron | |
Oskarżenie mnie o zamach na gubernatora było absurdem. Przemawiały za tem coprawda wszelkie pozory zewnętrzne. Badany, twierdziłem uporczywie, że mam w mózgu zgięty pręcik stalowy, który ciągle stara się — wyprostować. Nie przekonałem sędziów. Te bezduszne istoty nie przejęły się objawem cudownego prawa sprężystości, za którego winą wyskakuję często z czynami dziwacznemi, że wspomnę tylko o propozycji, uczynionej pani E. na własnym jej ślubie, o liście do papieża z prośbą o opieką nad pewnym ubogim kancelistą z prowincji i t. d.
Obojętnie słuchałem rozgestykulowanych wywodów psychjatry, przyglądałem się zalęknionej i zdziwionej publiczności, składającej się z samych prawie znajomych, na pytania sędziów odpowiadałem opryskliwie i wyniośle. Nudziło mnie to wszystko. Zacząłem myślami przeskakiwać z błahostki na błahostkę, zapomniałem zupełnie gdzie jestem, ocknąłem się dopiero na głos udzielający mi ostatniego słowa.
— Moi panowie, rzekłem z niefrasobliwym uśmiechem, kpicie czy o drogę pytacie? Ta pompa śmieszy mnie! Mam 25 lat, proszę mnie stąd wypuścić, tu jest duszno, jestem spragniony, chciałbym się napić piwa. Pozatem — już się zmierzcha, a te zmierzchy majowe muszę spędzać na ulicy — tam przyjdzie moja złocista, fiołkowa, daleka. Już pewno czeka, puśćcie mnie, dobrzy panowie!
Ach, płacze, płacze w sali. Krzyczą: wody! Mnie zaś, prześwietlonego jasnem rozmarzeniem, mnie — obłok — pod ręce prowadzą, na rękach niosą — fan-ta-sty-cznie!...